Pokazywanie postów oznaczonych etykietą scenariusze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą scenariusze. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 czerwca 2015

"Pośredni pocałunek"


Zamówiony przez Ji Yong i obiecany scenariusz z Yugyeomem! ♥ Mam nadzieję, że się spodoba i życzę przyjemnego czytania.

Gwiazda: Yugyeom (GOT7)
Tytuł: Pośredni pocałunek
Oryginalny tytuł: Direct Kiss
Autor: Sarah
Link do oryginału: KLIK
Tłumaczka: Fuko
Korekta: Fuko

- Skończyliśmy już? - uniosłaś spojrzenie znad książki leżącej na twoich kolanach i posłałaś Yugyeomowi delikatny uśmiech.
- Zaczęliśmy się uczyć dopiero dziesięć minut temu, Yugyeom. Oczywiście, że jeszcze nie skończyliśmy - odparłaś. Chłopak westchnął i przewrócił stronę książki, która leżała na stoliku do kawy przed nim.
- Więc czy gdy skończymy możemy zrobić coś fajnego? - spytał.
- Na przykład?
Wzruszył ramionami.
- Na przykład obejrzeć telewizję.
Z
achichotałaś.
- Tak, bo oglądanie TV to świetna zabawa, Yugyeom - odparłaś sarkastycznie.
- Jest lepsza od nauki - zauważył i przewrócił kolejną stronę. Pozwoliłaś, by twoje oczy obserwowały go przez jakiś czas, podczas gdy ten próbował skupić się na nauce. Siedział na podłodze tuż przed stolikiem, zamiast siedzieć na kanapie. Nie miałaś pojęcia dlaczego to robi, ale byłaś nieco zmartwiona, czy jest mu wygodnie.

- Yugyeom - zaczełaś - czemu siedzisz na ziemi? Siadaj na krześle albo na kanapie... Cokolwiek.
- Wygodnie mi - odparł - Nie martw się, lubię mieć przed sobą otwartą książkę na stoliku. - uniosłaś brwi.
- Jesteś pewny? - skinął głową i kontynuował naukę.

Westchnęłaś i oparłaś się na kanapie, próbując się uczyć, jednak twoje oczy wciąż powracały do Yugyeoma. Nawet nie wiesz czemu zasugerowałaś, żeby uczyć się wspólnie, skoro jedyne co byłaś w stanie osiągnąć, to gapić się na niego zawsze, gdy on nie patrzył. Jak dotąd udało ci się zapamiętać niemal każdy detal jego twarzy, zamiast jakichkolwiek notatek z zeszytu.

- Jestem głodny - zamknął książkę i wstał, przeciągając się. - Chcesz coś zjeść? - Bezmyślnie patrzyłaś się na jego ramiona i uśmiechnęłaś się; kompletnie nie docierały do ciebie jego słowa.
Chłopak uniósł brwi i pomachał ręką przed twoją twarzą, wyrywając cię z twojego małego snu na jawie.
- Huh? - ocknęłaś się.
- Czy chcesz coś do jedzenia? - powtórzył z uśmiechem. Zarumieniłaś się i potrząsnęłaś głową.
- Okej. Niedługo wrócę - odparł, po czym zniknął w kuchni.
- Ach, poważnie...- westchnęłaś. Czemu tak ciężko było ci się skupić zawsze, gdy był w pobliżu?

Szczerze mówiąc, ważniejszym pytaniem było, dlaczego tak trudno było ci wreszcie wyznać mu swoje uczucia i mieć z tym spokój? "Odrzucenie", odpowiedziałaś sobie głośno na swoje pytanie. To była dosyć oczywista odpowiedź. Ty i Yugyeom byliście przyjaciółmi już spory kawał czasu, ale nie miałaś bladego pojęcia o jego uczuciach co do ciebie, jeśli jakiekolwiek żywił.

- Dawaj, _______, myśl, myśl, myśl - mruknęłaś sama do siebie, przyciskając palce do skroni i próbując wymyślić, co powinnaś zrobić. Musiałaś powiedzieć coś jak najszybciej, inaczej będzie za późno. Zanim zdążyłaś wymyśleć cokolwiek, Yugyeom wrócił do pokoju z miską popcornu w jednej ręce i dwoma puszkami Pepsi w drugiej.

-Wróciłem! - zaćwierkał, stawiając jedzenie na stole. - Mówiłaś że nie chcesz nic jeść, ale wiem, że chcesz - wziął jedną puszkę i podał ci ją.

Sięgnęłaś po nią i twoje palce dosłownie musnęły jego przez ułamek sekundy, zanim zabrał rękę i chwycił swoją Pepsi.

- Dzięki - mruknęłaś.
- Żaden problem - chłopak otworzył puszkę i opadł na kanapę na której siedziałaś.

Z roztargnieniem zauważyłaś małą odległość między wami i omal nie zemdlałaś.

- Zróbmy sobie krótką przerwę - oznajmił, wyłączając telewizor. Byłaś nieco zbyt oszołomiona tą bliskością aby się sprzeciwić, więc siedziałaś cicho sącząc swoją Pepsi. Kilka minut później, Yugyeom skończył swój napój i odstawił pustą puszkę na stół.
Gdy z powrotem usiadł na kanapie, spojrzał na ciebie i zachichotał.

- Nadal nie skończyłaś? - spytał. Ostrożnie potrząsnęłaś puszką i zauważyłaś, że nadal została jedna trzecia napoju.
- Nie - odparłaś cicho.
- Nie jesteś spragniona?
- Nie bardzo.

Nic nie powiedział; jedynie podrapał się w tył głowy i wgapił w podłogę, zupełnie jakby nad czymś rozmyślał. Gdy już skończył, uniósł wzrok i wyciągnął rękę w twoją stronę.

- Mogę dokończyć za ciebie jeśli już nie chcesz.

Nie widziałaś sensu w piciu czegoś gdy nie byłaś spragniona, więc podałaś mu puszkę i obserwowałaś jak bierze jeden długi łyk. Spojrzał w dół i uśmiechnął się.

- Wiesz, że właśnie pośrednio się pocałowaliśmy?
-
Co? - wydusiłaś z siebie.
- Pocałowaliśmy się, bo piliśmy Pepsi z tej samej puszki - wyjaśnił, przysuwając się nieco bliżej - nasze usta dotknęły puszki, więc to tak jakbyśmy się pocałowali. Pośrednio.

O Boże, czemu w ogóle o tym pomyślał? Przygryzłaś wargę i zwróciłaś swoją uwagę na telewizor, bo nie wiedziałaś co mu na to odpowiedzieć. Yugyeom, z drugiej strony, nie odwracał od ciebie uwagi. Patrzył się na ciebie przez jakąś minutę, zanim westchnął.

- Jesteś strasznie urocza gdy jesteś taka zmieszana - skomentował - Zawsze starasz się stwarzać pozory że jest inaczej, gdy nie wiesz co powiedzieć lub gdy jesteś zaskoczona. - Szeroko otworzyłaś oczy.
- Co? - odparłaś. Chłopak znów przysunął się jeszcze bliżej.
- I zawsze mówisz "co" za każdym razem gdy nie wiesz co powiedzieć, bo uważasz że powiedzenie jednego słowa jest lepsze, niż niezręczna cisza.
-
Yugyeom-
- Właściwie masz wiele nawyków, jak tak teraz o tym myślę. Każdy z nich jest uroczy.

Nie miałaś pojęcia w jaką stronę to zmierza, ale gdy w końcu odwróciłaś twarz w jego stronę byłaś zszokowana tym, jak blisko ciebie był.

- Szczerze mówiąc cała jesteś słodka - kontynuował - Dla mnie zawsze taka byłaś. Po prostu nigdy nie wiedziałem jak ci to powiedzieć, żeby nie wyszło niezręcznie - nachylił się delikatnie w twoją stronę i twoje serce zaczęło bić szybciej.
- Yugyeom...- powiedziałaś cicho - co ty robisz?

Oparł swoje czoło o twoje i uśmiechnął się.

- Bezpośrednio cię całuję - odparł, zanim wasze usta po raz pierwszy się spotkały. Jakby instynktownie, z radością odwzajemniłaś pocałunek i pozwoliłaś, aby jego małe wyznanie zapętlało ci się w głowie. Może już nie musiałaś się martwić o to co czuł, bo teraz wydawało ci się to całkiem oczywiste.

piątek, 8 maja 2015

"Pożegnanie"


Cóż, próbuję się zrehalibitować i dodawać coś częściej. Mam nadzieję że nie gniewacie się, że nie realizuję zamówień (jeśli w ogóle jeszcze jakieś do zrealizowania były, hehe...). Tym razem przed nami chyba pierwszy tutaj angst, ale mi osobiście przypadł do gustu.

Gwiazda: Jungkook (BTS)
Tytuł: Pożegnanie
Oryginalny tytuł: Farawell
Ostrzeżenia: Angst
Autor: Mei
Link do oryginału: KLIK
Tłumaczka: Fuko
Korekta: Fuko

Odbicie w lustrze było nie do zniesienia. Jedno spojrzenie na osobę stojącą przed tobą wystarczyło, abyś chciała uciec z tego życia. Jednak niestety, tą osobą byłaś Ty. Wyglądałaś okropnie. Samo patrzenie na siebie sprawiało, że czułaś się chora.Twoja blada twarz błyszczała przedstawiając negatywną aurę, chude ciało przypominajace szkielet jak zwykle chowałaś pod za dużymi ubraniami. Patrząc na całokształt czułaś, że możesz umrzeć każdego dnia. Już nawet nie wierzyłaś w Boga. Kiedyś wierzyłaś przez długi czas, ale teraz cała twoja wiara zniknęła, ponieważ poddałaś się właściwie we wszystkim w swoim życiu. Seria nieszczęśliwych zdarzeń sprawiła, że zapomniałaś nawet o swojej sile. Jak to jest być silnym? Jak to jest być w stanie podejmować się trudnych spraw codziennego życia? Kto wie? Ty wiesz? Nie wiedziałaś. Ja wiem. Ja nie wiem...
Minął rok, ale nie mogłaś przyzwyczaić się do tego życia w żaden sposób, choćbyś stokroć razy patrzyła wstecz. Odwróciłaś głowę i zrobiłaś kilka kroków, aby odsunąć się od samej siebie. Nadepnęłaś na miękki papier leżący na ziemi,ale nie intersowało cię to. To był akt dominacji lub może akt bezinteresownej samoobrony. Sama nie byłaś pewna; nie mogłaś już dłużej ufać swojemu umysłowi. Jednak była pewna jedna istotna rzecz, która trzymała Cię przy życiu.

------------------------------------------

  Uśmiechnęłaś się na widok wesołej twarzy twojego chłopaka. Nigdy nie zawodził jeśli chodziło o sprawianie, że czułaś się wyjątkowa, nieważne w jakim byłaś stanie. Zawsze rozwiewał twoje obawy za każdym razem, gdy mogłaś spędzić z nim chociaż chwilę. Jednak był też nieświadomy.

- Cześć kochanie! - zawołał Jungkook, z szerokim uśmiechem na swojej twarzy gdy cię witał. Ściągnął swoją kurtkę i powiesił ją na krześle, siadając naprzeciwko ciebie. - Jeszcze nic nie zamówiłaś? Wybacz lekkie spóźnienie. - dodał, spoglądajac ci w oczy; jego były pełne ciepłego blasku.
- W porządku, nie czekałam długo. Przyszłam kilka minut temu - odpowiedziałaś bawiąc się swoimi palcami, ale nie tracąc kontaktu wzrokowego. Lekka fala stresu zalała twoje ciało, gdy poczułaś że nie jesteś pewna, czy dobrze zamaskowałaś cienie pod swoimi oczami. Zmartwienie jednak szybko zniknęło, gdy ujrzałaś zrelaksowaną twarz Jungkooka, bez śladu podejrzeń.

- Pójdę zamówić nam jedzenie, zaraz wrócę! - powiedział i skierował się do lady. W zamyśleniu obserwowałaś jego sylwetkę, myśląc o tym, jak rozwiązać problem. Zanim zdążyłaś cokolwiek wymyślić, gorący kubek pełen twojej ulubionej caramel cappuccino został wciśniety w twoje delikatne dłonie.
- Nie jest tak gorąca jak zwykle, więc wypij ją szybko - powiedział Jungkook, siadając z pworotem na swoje miejsce i uśmiechając się do ciebie szeroko. Jak mogłabyś go zostawić?
- Jak minął ci dzień? - spytałaś, mocno ściskając kubek aby ogrzać swoje dłonie.
- Pracowicie, jak zwykle. Nadal jest wiele pytań, ale coś w nastawieniu CEO się zmieniło. Mam nadzieję na najlepsze. Wygląda na to, że moje marzenie nareszcie się spełni! - oznajmił, urządzajac na krześle szalony wesoły taniec. Zaśmiałaś się i ostrożnie położyłaś swoje dłonie na jego.
- Jestem z ciebie taka dumna... Upewnię się, że zajmę miejsce w pierwszym rzędzie podczas twojego debiutu! - lekko zabolało to twoje serce, ale zachowałaś zimną krew.
- Trzymam cię za słowo! Nie ma mowy, żebyś nie przyszła - odparł twój chłopak, specjalnie robiąc zasmuconą minę.

Wziął łyk swojej kawy i swoją drugą dłoń wplótł między twoje palce.

- Zimno ci? - spytał nagle, unosząc brwi.
- Nie, po prostu jestem... zdenerwowana. Niedługo mam egzaminy i robi się gorąco - westchnęłaś i zaczęłaś kręcić kółka wokół brzegów kubka, patrząc do środka.
- Dasz sobię radę! Musisz - odparł Jungkook, chichocząc i zerkając na ciebie sugestywnie. - Wiesz, będę sławny, muszę mieć mądrą dziewczynę. - dodał i posłał ci kolejny zapierający dech w piersiach uśmiech. Jego jasna, urocza twarz utrzymywała twoje zmartwienia. Ile cierpienia mu przyniesiesz? W ogóle na to nie zasługiwał.

- Yah, ja już jestem mądra! - pacnęłaś go w dłoń udając urażoną - co ty byś beze mnie zrobił? - spytałaś, nakładając maskę obojętności.
- Wszystko co wiem to to, że cię potrzebuję - usłyszałaś, na co uniosłaś głowę czując, że do oczu napływają ci łzy. Szybko przygryzłaś język w bolesny sposób, aby powstrzymać się od płaczu.
- Powinniśmy zagrać w grę? - ostrożnie spytałaś, starając się, aby nie zatrząsł ci się głos.
- Jaką grę? - spytał zaciekawiony nachylając się nad stołem, by słyszeć cię dokładniej.

Wzięłaś głęboki oddech i lekko uniosłaś kąciki swoich ust.

- Oboje musimy się teraz skupić. Ty na swoich treningach, ja na swoich studiach. Poza tym jestem bardzo ciekawa rezultatu - wymusiłaś sztuczny śmiech - co ty na to, żebyśmy przestali się widywać? Tylko na tydzień. - na twarzy Jungkooka pojawił się zszokowany wyraz. Był cicho, jego dolna warga zadrgała lekko.
- Dlaczego? - jęknął w końcu, wydymając wargę.
- Wiem, że nie będziesz w stanie beze mnie żyć - podpuszczałaś go, wyzywająco patrząc mu głęboko w oczy.

Już wtedy wiedziałaś, kto wygra tę grę. Jego męska duma miała pojawić się już w przeciagu kilku sekund.

-  Oczywiście, że potrafię - prychnął, próbując brzmieć kpiąco - ale po co to wszystko?
- Mówiłam ci, musimy skupić się na naszych własnych życiach. To nie na zawsze Kookie, rozchmurz się! - oznajmiłaś ponownie, czując się jakby twoje serce przebijał nóż. Poczochrałaś go po włosach. wyglądał w tej chwili jak małe dziecko. Ten widok naprawdę rozrywał cię od środka. Ale co innego mogłaś zrobić? To było dla jego dobra.

Jungkook nareszcie westchnął i skinął głową.

- Tylko na tydzień - odparłaś tym samym i ponownie się do niego uśmiechnęłaś, czując wielką ulgę. To nie rozwiązanie dla ciebie, ale przynajmniej zrobiłaś dobrze. Prawda? Co to za 'dobrze'? Nie ma sposobu, dzięki któremu to byłoby dobre. Utknęłaś pomiędzy złym i gorszym.
- Będę za tobą tęsknił - wymamrotał Jungkook, bawiąc się swoją filiżanką kawy - Ale dam ci trochę czasu, przygotuj się do egzaminów, okej? - pochylił się lekko i delikatnie pocałował cię w czoło, z zamkniętymi oczami.

Zachichotałaś niepostrzeżenie, starając się nie wypuścić ani jednej łzy. Chciałabyś, by czas mógł się zatrzymać i pozwolił wam powtarzać tą scenę w kółko i w kółko. Zajęło to kilka sekund, ale dokładnie się skupiłaś, by zapamiętać jego rysy twarzy. Jego miękkie usta na twoim czole. Jego gorący oddech. Jego głośne bicie serca. Odsunęłaś się, czując nagle że nie zniesiesz dłużej tej sytuacji. W pośpiechu wzięłaś swoją torebkę, zarzuciłaś kurtkę i szeroko uśmiechnęłaś się do Kooka.

- Do zobaczenia za tydzień! Postaraj się z całych sił żebym mogła być na zawsze z ciebie dumna, okej? - rzuciłaś i pomachałaś mu na pożegnanie.
- Ty tak samo. Kocham cię - odparł chłopak, który wyglądał na nieco zagubionego, ale też na pełnego nadziei. 

------------------------------------------

wtorek, 5 maja 2015

"Zabawne chwile"


  Dawno nie tłumaczyłam scenariuszy i aż nieco się za tym stęskniłam. Mam nadzieję, że się wam spodoba (zwłaszcza, że o wyjście z wprawy nie trudno!), a ja składam swoje pokłony do autorek oryginalnego bloga, które piszą świetne kawałki! Na początek coś krótkiego i lekkiego~

Gwiazda: Jimin (BTS)
Tytuł: Zabawne chwile
Oryginalny tytuł: Fun Times
Autor: Blizetta
Link do oryginału: KLIK
Tłumaczka: Fuko
Korekta: Fuko

Usiadłaś sama w pięknym parku, w którym drzewa zaczynały rozkwitać. Kwiaty pachniały słodko i wyglądały nieziemsko; pełno różnych kwiatów i róż. Słuchałaś śpiewu ptaków, obserwując przechodzące obok pary zakochanych, trzymających się za ręce i okazjonalnie się całujących.
Właściwie czekałaś na swojego przyjaciela, który obiecał, że się z tobą zobaczy, ale najwidoczniej znów się spóźniał... Westchnęłaś. To dziewczyny powinny się spóźniać na randki, a nie na odwrót. Dziwnie było myśleć o tym jak o randce, a dopiero co o tym mówić. Jimin i ty byliście przyjaciółmi od dosyć długiego czasu i wasza dwójka spędzała większość swoich dni na trzymaniu się razem. Większość tego czasu spędzałaś również z innymi chłopakami, ale nie przeszkadzało Ci to, ponieważ zawsze mieli coś do powiedzenia i nigdy nie stawało się to nudne.


Podnioslaś wzrok, aby zobaczyć zmierzającego w Twoją stronę Jimina.

- Hej~! ________-ah! - zawołał machając.

Odmachałaś mu z uśmiechem.

- Czeeść, przepraszam za spóźnienie - podrapał się po szyi patrząc na Ciebie niewinnie.
- W porządku, już się do tego przyzwyczaiłam - wzruszyłaś ramionami.
Jimin usiadł obok Ciebie na ławce, spoglądając na przepiękny park.
- Wiosna jest totalnie najpiękniejszym okresem w roku - powiedział, rozglądając się.
- Mhm - mruknęłaś, zgadzając się z jego słowami. - Co chcesz dziś robić?
- Może pójdziemy do wesołego miasteczka?
- Świetny pomysł! Nie byłam tam od wieków.
- Chodźmy więc! - oznajmił, wstając.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 
  Gdy w końcu dotarliście do wesołego miasteczka, nie mogłaś dłużej ukrywać swojego podekscytowania. Razem z Jiminem chodziliście dookoła, obserwując na jakie przejażdżki możecie się wybrać. Usłyszeliście krzyki ekscytacji i przerażenia, więc spojrzeliście w górę aby ujrzeć drewniany roller coaster.

- Ten jest niesamowity! - zawołał Jimin wskazując na atrakcję - wybierasz po której stronie chcesz siedzieć, czerwonej lub niebieskiej, i po prostu trzeba się wyścigować z drugą osobą.
-
Więc chodźmy na to! - zawołałaś, nie mogąc się doczekać.
- Dawaj! - zawołał, łapiąc Cię za rękę. Nie trwało długo zanim nadeszła wasza pora, aby wsiąść na roller coaster. Gdy weszliście i usiadłaś koło niego, zapięłaś swoje pasy bezpieczeństwa.

- Prosimy wszystkich pasażerów o zapięcie pasów bezpieczeństwa! - przypomniał jeden z pracowników. Gdy roller coaster ruszył, wszyscy zaczęli się cieszyć - wliczając w to Ciebie i Jimina. Zdecydowanie była to świetna przejeżdżka. Niestety Twoja drużyna nie wygrała, jednak ponieważ w kolejce nie czekało tak wielu ludzi, wszyscy mieliście okazję przejechać się jeszcze raz.
Gdy wyszliście z atrakcji, nadal czułaś adrenalinę pulsującą w Twoich żyłach. Czułaś też jak Twój żołądek zaczął warczeć, ale Ty i Jimin obczailiście kilka innych kolejek zanim zdecydowaliście się coś zjeść.

- Przyniosę coś do jedzenia, a Ty znajdź miejsce gdzie możemy usiąść, dobra? - zasugerował, szukając wzrokiem stoiska z jedzeniem.
- Okej - przytaknęłaś - poszukam miejsca przy stawie.

Jimin skinął głową i odszedł, a Ty zrobiłaś to samo. Wcześniej widziałaś już kilka osób siedzących na trawie i kilka innych na ławkach, ale na szczęście były też miejsca nie oblegiwane przez pary.
Usiadłaś na ławce i spojrzałaś na staw, po którym pływało kilka łabędzi. Zrobiłaś zdjęcie, które wyszło naprawdę nieźle. Sposób, w jaki słońce odbijało się od tafli wody i łabędzie sprawiły, że było idealne.

- Wow, wybrałaś świetne miejsce, ____-ah - spojrzałaś w bok i ujrzałaś Jimina trzymającego tackę z jedzeniem.
- Taa, wygląda na to że znalazłam idealną porę na znalezienie wolnej ławki, bo wszystkie są teraz oblegane - odparłaś, rozglądając się.
- Świetna robota - zachichotał, czochrając Cię po włosach. Odsunęłaś jego dłoń cicho się śmiejąc. - Yah, nie ruszaj moich cennych włosów.
- Przepraszam - powiedział, wydymając wargę.
- Nie wiem czy jestem w stanie Ci wybaczyć - odparłaś dramatycznie - Ale!
- Tak?
-
Zaakceptuję te frytki, które przyniosłeś - zabrałaś kilka i wesoło je zjadłaś.
- Ty i jedzenie...- Jimin westchnął, potrząsając głową.
- Jesteśmy sobie przeznaczeni - spojrzałaś na niego poważnie - Nie zadzieraj z moim jedzeniem.

Jimin położył tackę na swoich kolanach zanim uniósł ręce w obronnym geście.

- Nie będę, obiecuję.
-
Dobrze - uśmiechnęłaś się do niego zanim pochłonęłaś kolejne frytki.

Gdy skończyliście jeść Jimin powiedział, że wcześniej widział jakąś atrakcję na wodzie.

- Chcesz tam iść? - spytał, na co się zgodziłaś i ruszyliście w tamtą stronę.

Było zabawnie, ale byłaś cała mokra od pluskającej wody, podczas gdy Jimin był suchy. Gdy wyszliście zauważyłaś, że Twoja koszulka była przemoczona i przylegała do Twojego ciała, w efekcie czego ukazywała trochę więcej, niż byś chciała. Jimin zauważył to sprawiając, że spaliłaś buraka.

"Mogłam wziąć ze sobą więcej ubrań" pomyślałaś.
- Trzymaj - chłopak ściągnął z siebie swoją kurtkę - Możesz się nią okryć - przyjęłaś ją od niego i szybko zarzuciłaś na siebie.
- Dziękuję - Jimin uśmiechnął się i skinął głową w odpowiedzi - Co chcesz teraz robić?
-
Chciałabym zdobyć jakiegoś pluszaka - odparłaś, wskazując na stoisko z grami, w których można zdobyć nagrodę.
- Mogę wygrać dla Ciebie jednego? - spytał.
- Byłoby świetnie - posłałaś mu szeroki uśmiech.

Tradycją stało się, że za każdym razem gdy odwiedzaliście wesołe miasteczko, chciałaś wygrać pluszową zabawkę. Może brzmi to dziecinnie, ale zawsze wyglądają tak słodko i uroczo, że nie mogłaś się powstrzymać przed wzięciem ich ze sobą do domu.
Podeszliście do stoiska i przywitałaś sprzedawcę uśmiechem, podczas gdy Jimin podawał mu pieniądze.

 - Powodzenia - powiedział mężczyzna, podając Jiminowi cztery plastikowe obręcze. Gra była prosta. W wysokiej, do połowy wypełnionej wodą tubie znajdował się metalowy słupek. Trzeba było tylko rzucić obręczą tak, aby przez niego przeszła. Jimin zamachnął się nadgarstkiem i rzucił pierwszą, która trafiła w kijek i odskoczyła w bok.

- Możesz to zrobić! - zawołałaś. Chłopak spojrzał a Ciebie z uśmiechem, po czym ponownie skupił się na grze. Rzucił drugą obręczą, która znów nie trafiła celu. Zaczynałaś się denerwować, ponieważ zostały mu tylko dwa rzuty. Kto mógł wiedzieć, co się wydarzy?


Jimin wziął głęboki oddech i rzucił kolejną obręczą obserwując, jak idealnie przechodzi przez słupek.

- Yaaaay! - zawołałaś, klaszcząc podekscytowana.
- Geatulacje, co wybierasz w nagrodę, chłopcze? - spytał sprzedawca, pokazując mu dostępne nagrody. Jimin obrócił się i przywołał Cię gestem.

- Ty musisz wybrać, _____ah~ - rozejrzałaś się i od razu spostrzegłaś najbardziej uroczego niebieskiego słonia jakiego kiedykolwiek widziałaś. Wskazałaś na niego z szerokim uśmiechem. Chłopak skinął głową i poprosił mężczyznę o podanie nagrody, którą następnie przekazał Tobie.
Mocno przytuliłaś pluszaka.

- Dziękuję, Jimin!
- Cóż za słodkiego masz chłopaka, młoda damo - usłyszałaś sprzedawcę. Szeroko otworzyłaś oczy i szybko potrząsnęłaś głową.
- N-nie, proszę pana... To nie mój chłopak.

Jimin również potrząsnął głową i zaśmiał się lekko zażenowany, drapiąc się po karku.

- Moja wina - odparł sprzedawca - Cóż... bawcie się dobrze przez resztę dnia!
- Dziękujemy! - zawołaliście oboje i odeszliście.
- Jestem głodny - oznajmił chłopak.
- Ale... jedliśmy niecałą godzinę temu... - odparłaś unosząc brwi.
- Prooooszę? Chcę coś słodkiego - poprosił, robiąc to swoje aegyo.
- Możemy kupić watę cukrową...-zasugerowałaś.

Jimin zaciągnął cię do stoiska z watą cukrową w każdym kolorze i smaku. Ty wybrałaś żółtą, podczas gdy chłopak - niebieską. Zapłacił i usiedliście na pobliskiej ławce.

- To takie zabawne uczucie, gdy rozpuszcza mi się w ustach - powiedziałaś, urywając kawałki waty i jedząc ją w kawałkach. Żółta okazała się być o smaku cytrynowym, słodki smak rozpuszczał się na Twoim języku.
- Spróbuj mojej - odparł, karmiąc Cię. Uśmiechnął się usatysfakcjonowany - Jest o smaku maliny - dodał, wsadzając Ci kolejny kawałek do ust. Była tak słodka, możliwe że bardziej smaczna od tej cytrynowej. Gdy skończyliście jeść, przejechaliście się na kilku innych atrakcjach. Gdy zrobiło się późno, zasugerowałaś, aby wrócić już do domu.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ 

Gdy doszliście do Twojego domu, podziękowałaś Jiminowi za dzisiejszy dzień jak i za pluszowego słonia.

- Musimy to jeszcze powtórzyć! - zawołał z szerokim uśmiechem. Skinęłaś głową.
- Świetny pomysł. Może następnym razem pozostali też dołączą.
- Spodobałoby się im.

Ściagnęłaś z siebie jego kurtkę i oddałaś mu ją.

- D-dziękuję, że mi ją pożyczyłeś.
- Żaden problem, _____-ah - odparł.
- Cóż... Dobranoc, Jimin, i dzięki jeszcze raz! - przytuliłaś go szybko zanim otworzyłaś drzwi wejściowe. Pomachałaś mu i zamknęłaś drzwi.
- Nie mogę się doczekać - powiedziałaś sama do siebie, przytulając swojego pluszowego słonia.

wtorek, 5 sierpnia 2014

"Trening"


Dawno tak dobrze mi się nie tłumaczyło. Kocham ten scenariusz. Zrozumcie moje feelsy. Suho - ultimate, domniemane Krisho - moje OTP. Enjoy~


Gwiazda: Suho (EXO)
Tytuł: Trening
Oryginalny tytuł: Practice
Autor: Admin Kelc
Link do oryginału: KLIK
Tłumaczka: Este
Korekta: Este


- Chcesz się spotkać jutro, by przedyskutować nasz projekt? - Zapytałaś Suho, idąc korytarzem w stronę, gdzie miałaś następne zajęcia.

- Tak. Myślę, że nie mam nic do roboty - uśmiechnął się.

- Okej, napiszę Ci o której i gdzie się spotykamy. - Skinęłaś głową, gdy zbliżyliście się do drzwi klasy, w której miałaś mieć historię.

- Brzmi nieźle - odpowiedział Suho, wchodząc razem z tobą do klasy.

Oboje poszliście na swoje miejsca, które były na dwóch przeciwnych końcach klasy.

Suho westchnął, siadając w swojej ławce i posłał rozmarzone spojrzenie w twoim kierunku, kiedy ty rozmawiałaś z grupką dziewczyn siedzących obok ciebie. Nie mógł nic poradzić na mały uśmiech, któy pojawił się na jego twarzy, kiedy zobaczył jak śmiejesz się z czegoś, co powiedziała któraś z dziewczyn.

- Przysięgam, nawet mój ojciec nie patrzył tak na moją matkę.

Chłopak drgnął, wyrwany ze swoich myśli i odwrócił się, by zobaczyć Krisa, który powstrzymywał swój śmiech.

- Zamknij się - wymamrotał Suho.

- Stary, jesteś totalnie pod pantoflem. - Kris potrząsnął głową, wracając na swoje miejsce.

- Nie jestem - wywrócił oczami. - I nie mogę być "pod pantoflem". Nawet nie jesteśmy razem.

- Nie możesz mnie oszukać. - Krisa zachichotał.

Suho nadmuchał policzki i zaczął się bawić okładką zeszytu.

- Więc masz zamiar jej powiedzieć? - Zapytał Kris.

- Chcę - odpowiedział. - Ale nie wiem jak. Myślisz, że mógłbyś mi pomóc?

- Ja? - Kris uniósł brwi, wskazując na siebie. - Dlaczego miałbyś chcieć mojej pomocy?

- Bo dziewczyny cię lubią - powiedział Suho, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.

- Ciebie też lubią - kontrargumentował Kris. - Ale prawdopodobnie tego nie widzisz, bo patrzysz tylko na ____ od jakichś dwóch lat.

Suho zaśmiał się kpiąco, ale nie zaprzeczył temu, co powiedział Kris. - Więc zamierzasz mi pomóc, czy nie?

- Dobrze, bądźcie cicho. - Nauczyciel, pan Park, wszedł do sali.

- Pewnie, czemu nie? - Kris wzruszył ramionami i wyciągnął ołówek z plecaka. - To może być zabawne.

Suho uśmiechnął się do niego z wdzięcznością i rzucił szybkie spojrzenie na ciebie, po czym zwrócił swoją uwagę na 

przód klasy.


*~*~*~*~*

- Dobrze, to tyle na dzisiaj.

Chórek westchnień przebiegł przez klasę, gdy pan Park zaczął zbierać swoje rzeczy.

- Upewnijcie się, że przeczytacie kolejne trzy rozdziały na poniedziałek. Miłego weekendu, klasa wolna - zakomunikował.

Suho obrócił się do Krisa, gdy reszta uczniów szybko się spakowała, by wyjść z klasy.

- Hej, chłopcy. - Pan Park podszedł do Suho i Krisa, którzy byli ostatnimi pozostałymi w klasie. - Muszę biec do pokoju nauczycielskiego, moglibyście zaopiekować się klasą zanim wrócę?

- Bez problemu - zgodził się Suho.

- Dziękuję - odpowiedział starszy mężczyzna, zanim szybko wybiegł z sali jak wcześniej reszta studentów.

- Okej. - Suho obrócił się do Krisa. - Więc jak zamierzasz mi pomóc zaprosić ____ na randkę?

Kris ułożył się wygodniej na krześle, skrzyżował ramiona na piersi i wbił spojrzenie w przestrzeń.

- Cóż, nie chcesz przesadzić, ale wciąż chcesz, żeby było to znaczące wyznanie - wymamrotał.

- Tak, znaczy, mógłbym jej po prostu powiedzieć co czuję - zdeklarował Suho. - Ale nie wiedziałbym, co powiedzieć.

- Okej, poćwicz na mnie - powiedział Kris, wstając z krzesła.

Suho spojrzał zszokowany na Krisa. - Co?

- Poćwicz na mnie. - Kris szturchnął go w ramię. - No dalej, jeśli wykombinujesz co powiesz teraz, nie będziesz się 

wstydził powiedzieć tego naprawdę.

- Umm, dobrze. - Niechętnie się z nim zgodził

Wziął głęboki oddech i spróbował sobie wyobrazić sobie ciebie na miejscu Krisa, co było bardzo trudne, bo wyglądał zupełnie inaczej. Byłaś niższa niż on, miałaś długie włosy, które spływały po twoich plecach, podczas gdy Kris górował nad Suho i miał krótko obcięte włosy.

Suho potrząsnął delikatnie głową  i zdecydował się to zrobić. Wolał zawstydzić sie przed najlepszym przyjacielem, niż przed tobą. 

- ____-ah - zaczął.

- Tak, Suho? - powiedział Kris wysokim głosem, starając się trzepotać rzęsami.

- Przestań!  - uderzył śmiejącego się Krisa w ramię.

- Wybacz, nie mogłem się powstrzymać. - Przestał się śmiać i przybrał pusty wyraz twarzy. - Dalej.

Suho westchnął i zaczął od nowa.

- Cóż, znamy się już trochę czasu...

- I..? - Zapytał Kris, ponaglając go.

- I naprawdę nie wiem jak to powiedzieć, ale naprawdę cię lubię i chciałbym gdzieś czasem z tobą wyjśćpowiedział Suho, niepewny swoich słów.

Kris chciał wyrazić swoją opinię o wypowiedzi Suho, ale przeszkodził mu dźwięk spadającego przedmiotu. Oboje odwrócili się, by zobaczyć ciebie na przodzie klasy jak podnosisz piórnik, który spadł z biurka pana Parka.

- Tak bardzo przepraszam! - przepraszałaś, delikatnie panikując. - Zostawiłam swoje picie, nie chciałam wam 

przeszkadzać!

- ____ - zaczął Suho.

Zignorowałaś go i podbiegłaś do ławki, chwytając za butelkę wody i szybko cofnęłaś się z powrotem do drzwi.

- Przepraszam jeszcze raz! - Zarumieniłaś się i wybiegłaś z klasy.

W sali zapadła cisza.

Kris nagle wybuchnął śmiechem. - Ona myśli, że zaprosiłeś mnie na randkę!

- O nie, to nie dobrze - wymamrotał Suho, biegnąc w kierunku drzwi.

- Hej, gdzie idziesz? - Zawołał za nim Kris.

Suho zignorował swojego przyjaciela i wybiegł na korytarz. Westchnął z ulgą, gdy zobaczył cię idącą przez korytarz.

- ____! - Zawołał.

Obejrzałaś się przez ramię, a twoje oczy się rozszerzyły, gdy zauważyłaś Suho biegnącego w twoją stronę.

- Suho! Przepraszam! - zaczęła po raz kolejny.

- Nie, nie rozumiesz. - Starał się wytłumaczyć.

- Nie chciałam wam przeszkodzić! - kontynuowałaś. - Mam nadzieję, że niczego nie zrujnowałam.

- ____! - Suho złapał cię za ramiona i spojrzał Ci w oczy. - Nie zapraszałem Krisa na randkę.

- Huh? - potrząsnęłaś głową w szoku.

Suho zaśmiał sie krótko.

- Nie zapraszałem Krisa na randkę, tylko na nim ćwiczyłem.

- Więc niczego nie przerwałam? - przechyliłaś głowę w słodkim geście.

Chłopak puścił twoje ramiona i skinął głową. 

- Och - wymamrotałaś. - Ale w czym Ci pomagał?

- Umm, w wyznaniu. - Podrapał się po karku.

- Naprawdę? - Twoje oczy pojaśniały. - Do kogo?

- Ciebie - powiedział delikatnie.

Twoje oczy się rozszerzyły, jego odpowiedź zbiła cię z tropu. 

- Mnie? Naprawdę?

Suho pokiwał głową. Przygryzł wargę i spojrzał na ciebie spod grzywki, martwiąc się jak zareagujesz.

- Co za ulga! - Westchnęłaś i zaśmiałaś się. - Myślałam, że chłopak, którego lubię kocha się w kimś innym!

Teraz nadeszła kolej Suho, by być skonfundowanym.

- Więc mówisz, że... lubisz mnie? - Zapytał.

Powoli skinęłaś głową. 

- Myślałam, że to oczywiste, kiedy poprosiłam cię, byś był moim partnerem w projekcie naukowym.

- Cóż, w takim wypadku... - Suho wziął głębszy oddech. - Miałabyś ochotę gdzieś ze mną czasem wyjść?

- Pewnie! - Zachichotałaś i podeszłaś bliżej niego, by objąć go ciasno w talii.

Chłopak zaśmiał się delikatnie, objął cię i oparł policzek na czubku twojej głowy.

- Martwiłam się. - Westchnęłaś, zanim odsunęłaś się kawałek. - Myślałam, że wyznawałeś swoje uczucia Krisowi i nie mam u ciebie żadnych szans!

Suho pokręcił głową i delikatnie pstryknął cię w czoło.

- Głupia.

- Nie do końca tak jak planowaliśmy, ale myślę, że zadziałało.

Oboje odwróciliście się, by zobaczyć Krisa, który powoli szedł korytarzem, trzymając ręce w kieszeni.

- Zadziałało. - Suho wzruszył ramionami.

- Ale mam cię na oku, mistrzu - wskazałaś zabawnie na Krisa. - Nie dopuszczę cię bliżej do mojego faceta.

Kris uniósł ręce w geście poddania. - Jest cały twój.

Zaśmialiście się i spojrzałaś na Suho.

- Pójdę wziąć książki z szafki, spotkamy się tam, dobrze?

Chłopak skinął głową i wykonałaś gest "obserwuję-cię" w stronę Krisa, zanim śmiejąc się poszłaś korytarzem.

- Gratuluję, stary. - Kris klepnął Suho w plecy.

- Dzięki - zaśmiał się. - Ale jeśli któryś z nas będzie potrzebował poćwiczyć wyznania, nie róbmy już tego na sobie. Stoi?

- Stoi.





sobota, 22 lutego 2014

"Idealnie"


Hej hej! Dzisiaj czas na mały scenariusz, zamówiony przez Ji Yong! Przed wami mała, kopciuszkowa historia. Mamy nadzieję, że się spodoba ♥


Gwiazda: Sunggyu (Infinite)

Tytuł: Idealnie
Oryginalny tytuł: Perfect
Autor: Admin Kelc
Link do oryginału: KILK
Tłumaczka: Fuko
Korekta: Fuko

Sunggyu westchnął, obracając w rękach szklany pantofel.


- Nadal rozmyślasz nad tym butem, Księciu?


Sunggyu uniósł wzrok, aby ujrzeć Hyowan'a, asystenta jego rodziny, który opierał się o framugę drzwi jego sypialni. Cóż, dla Sunggyu Hyowannie był tylko pracownikiem, był raczej jak wujek, który po prostu pracował dla jego rodziny. Był pierwszą osobą, zaraz po jego ojcu, do której Sunggyu udałby się po radę.


- Taa, chcę tylko wiedzieć... nie, ja muszę wiedzieć, kim ona była - wymamrotał, z powrotem kładąc się na łóżku i trzymając buta przed swoją twarzą.
- Aż takie wrażenie na tobie wywarła? - spytał Hyowan, biorąc krzesło sprzed biurka Sunggyu i siadając na nim.
Sungyu usiadł na łóżku, spojrzał na mężczyznę i kiwnął głową.
- Co powinienem zrobić? 

Hyowan spojrzał na strapionego księcia.

- Idź i znajdź ją. 



~ ~ ~

- Nie sądzę, by pasował - powoli odparł Sunggyu.
- Nie! Musi pasować! To mój pantofel! - zaprzeczyła, próbując wcisnąć swoją stopę w szklanego buta.
- Przepraszam, panienko, ale nie sądzę byś była tą, z którą tańczyłem - powiedział, trącąc resztki swojej cierpliwości.

Jednak dziewczyna nie słuchała. 
Sunggyu wydał z siebie zirytowane westchniecie.

- Straże! Zabierzcie ją. 

Zamknął oczy i usiadł niedbale na krześle, podczas gdy dziewczyna została wyniesiona z sali, kopiąc i krzycząc przez całą drogę.


- Czyli mam rozumieć, że mam skreślić ją z listy - powiedział Hyowan, ostrożnie odkładając pantofla na poduszkę, która spoczywała na stopach Sunggyu. Następnie wykreślił imię poprzedniej kobiety z listy dziewcząt, które wzięły udział w balu.

- Tak, zrób to, proszę -
odparł Sunggyu, a w jego głosie dało się wyczuć frustracje. Potarł twarz dłońmi.

- Hej, rozchmurz się! W końcu ją znajdziesz - optymistycznie odparł podwładny.
- Po prostu przyślij kolejną kandydatkę - rozkazał zmęczony, młody książę, zamykając swoje oczy i łapiąc się kciukiem i palcem wskazującym za mostek nosa.
Hyowan kiwnął głową w stronę mężczyzn, którzy stali przy drzwiach, sygnalizując im, aby wpuścili kolejną dziewczynę.
Sunggyu otworzył oczy, gdy usłyszał liczbę szpilek stukających po marmurowej podłodze. Spojrzał przed siebie i ujrzał, jak jedna kobieta i trzy dziewczyny szły w jego stronę. Trzy z nich były ubrane w fantazyjne stroje, w fryzurach które wyglądały, jakby zrobienie ich trwało co najmniej kilka godzin.
Ale oczy Sunggyu ominęły je i skupiły się na dziewczynie, która czaiła się za nimi. Nie była ubrana w nic wymyślnego; miała na sobie zwykłą, skromną sukienkę, a włosy były spięte w luźnego kucyka.
Książę obserwował, jak dwie wymyślnie ubrane dziewczyny rzuciły swoje torby na tę ubraną zwyczajnie i pobiegły w stronę szklanego pantofla; ich matka, jak zdawało się Sunggyu, poleciła im przymierzyć go. Skromna dziewczyna zatrzymała się za pozostałą trójką i spojrzała na Sunggyu. Gdy ich oczy się spotkały, natychmiast wbiła wzrok w podłogę.

"Te oczy", pomyślał, kontynuując wgapianie się w dziewczynę, która aktualnie wlepiała wzrok w swoje stopy. "Znam te oczy".
-
No dawaj! Pasuj, głupi bucie!


Sunggyu przeniósł wzrok z dziewczyny na pozostałą trójkę, które próbowały wcisnąć buta na swoje stopy.
- Nie sądzę, aby to był wasz pantofel - oznajmił, spoglądając z góry na dziewczynę, która próbowała siłą wcisnąć buta na stopę. Dosyć oczywistym było, że jej stopa była za duża.

- Daj mi przymierzyć! - krzyknęła druga, zabierając pantofla z dłoni siostry i zakładając go bez trudu na swoją stopę. - Ha! Pasuje! - zawołała.
- Um, nie sądzę - Sunggyu potrząsnął przecząco głową - wygląda na to, że jest za duży.

Oderwał wzrok od dziewczyny, która próbowała go przekonać, że pantofel jest jej. Teraz jego oczy powróciły do dziewczyny, którą obserwował wcześniej. Ona natomiast obserwowała pozostałe trzy  nieznośne kobiety.

- Ty - rzekł Sunggyu, wskazując dziewczynę i zbijając z tropu pozostałe trzy.
- Ja? - spytałaś cicho.
- Ona?! - zawołały trzy , denerwujące kobiety.
Sunggyu skinął głową.  - Czy mogłabyś przymierzyć tego buta?
- Um, Wasza Wysokość - starsza kobieta wyszła naprzód - Dlaczego chcesz, by moja pasierbica przymierzyła pantofla? To nie możliwe, by na nią pasował! Poza tym, ona nawet nie była na-
- Czy pytałem cię o opinię? - upomniał ją, przerywając jej. Kobieta oniemiała, zszokowana.

Sunggyu zszedł z platformy, na której spoczywało jego krzesło, i wyrwał buta z rąk jednej z dziewczyn.
Obserwowałaś, jak Sunggyu podchodzi do ciebie.

- Czy mogłabyś go przymierzyć, proszę? - spytał delikatnie, zatrzymując się dokładnie przed tobą i trzymając pantofla przed sobą.
Powoli skinęłaś głową i Sunggyu wskazał na Hyowana, aby zabrał od ciebie torby.
Po ulżeniu ci ciężaru, Sunggyu klęknął na jednym kolanie i ściągnął ci jednego buta, odkładając go na bok. Z oczekiwaniem widocznym w jego oczach, delikatnie wsunął szklanego pantofelka na twoją stopę.

- Idealnie - wyszeptał i spojrzał na ciebie z wielkim uśmiechem.
Przygryzłaś wargę i posłałaś mu nieśmiały uśmiech.

- To niemożliwe!

Wasza dwójka spojrzała w górę, widząc jak twoja macocha zbliża się do ciebie z furią w oczach - To niemożliwe, by ten but należał do niej! W tamtym czasie powinna była być w domu i sprzątać! - krzyknęła i szarpnęła tobą.
Sunggyu wstał szybko i pociągnął cię za siebie. - Straże!
- Nie! Nie możesz tego zrobić! - krzyknęła, gdy dwójka ochroniarzy złapała ją za ramiona i wyniosła ją z pomieszczenia.
Razem z Sunggyu obserwowałaś, jak twoja macocha była wynoszona z sali, a twoje przyszywane siostry pobiegły za nią.
Hyowan skinął głową w stronę Sunggyu i również udał się w stronę drzwi, zamykając je za sobą i zostawiając cię z chłopakiem sam na sam.

- Masz bardzo... interesującą rodzinę - zaśmiał się Sunggyu, obracając się do ciebie.
- Nawet nic nie mów - potrząsnęłaś głową i ponownie spojrzałaś na drzwi.
- Więc czemu nic nie mówiłaś? - spytał, spoglądając na szklanego pantofla, którego nadal miałaś na stopie.
- A ty byś powiedział? - spytałaś. Sunggyu przygryzł wargę, dostrzegłszy, że masz rację. - Mam na myśli, ilu książąt uwierzyłoby, że prostaczka była osobą, z którą tańczyli? Plus, nie byłam nawet zaproszona na twój bal.
- To prawda - wymamrotał Sunggyu, łapiąc cię za dłoń - Ale cieszę się, że cię znalazłem. I nie jesteś prostaczką.
-
Huh? - spytałaś zdezorientowana.
- Jesteś moją księżniczką - uśmiechnął się, nachylając się, aby cię pocałować.

~ ~ ~

- Co było dalej, tatusiu?
- Cóż, książe poprosił dziewczynę o rękę i zostali królem oraz królową. Mieli również swoją małą księżniczkę - Sunggyu uśmiechnął się i delikatnie stuknął jej nosek - oraz żyli długo i szczęśliwie.
-
Wow - westchnęła mała dziewczynka, opierając się z powrotem o oparcie swojego łóżka - Opowiesz mi to jeszcze raz, tato?
- Innym razem, księżniczko - odparł, wstając z łóżka córki i szczelnie przykrywając ją kocykami - Jest już późno, a jutro musimy iść do domu babci i dziadka.
- Ale nie jestem zmęczona - odparła, ziewając.
- Dobranoc, kochanie - Sunggyu zaśmiał się i zgasił światło.
Usłyszał zmęczone "dobranoc" od swojej córki i cicho zamknął za sobą drzwi.

- W końcu zasnęła?

Sungyu obrócił się, aby zobaczyć ciebie wychodzącą z łazienki. Skinął głową i podszedł do ciebie.

- Co tym razem jej opowiedziałeś? - spytałaś, gdy objął cię w talii.
- Kopciuszka, ale z punktu widzenia księcia - odparł dumnie.
- Wow, interesujące - uśmiechnęłaś się - Dobra robota, Gyu, to sposób na zniszczenie stereotypów o bajkach.
Sunggyu zaśmiał się cicho, po czym pocałował cię w czoło.
- Wiesz - powiedziałaś nagle - Historia Kopciuszka przypomina mi nieco to, jak się poznaliśmy. Oczywiście, zamiast pantofla, upuściłam swój telefon i zamiast balu była to potańcówka w szkole
- Więc mówisz, że to ja byłbym księciem w tej opowieści? - spytał, chichocząc.
- Nie - pokręciłaś głową z poważnym wyrazem twarzy - mam na myśli to, że ja byłam księżniczką.
- Więc kim byłem ja?! - spytał, puszczając cię, obrażony. Zaczęłaś się śmiać.
- Moim niewolnikiem - uśmiechnęłaś się i ruszyłaś korytarzem w strnę sypialni.
- Hej, wracaj tu! - zawołał cicho, aby nie obudzić małej dziewczynki śpiącej w pokoju za nim.

Wystawiłaś mu język, zanim przyśpieszyłaś kroku aby dotrzeć do sypialni zanim złapie cię Sunggyu. Pobiegł za tobą i złapał cię tak, jak robią to pary nowożeńskie.
- Widzisz, jesteś moim niewolnikiem! - zaśmiałaś się - Nawet zanosisz mnie do pokoju!

Sunggyu prychnął, ale na jego twarzy pojawił się uśmiech.
Twoje oczy się rozszerzyły, gdy niespodziewanie poczułaś usta Sunggyu na swoich. Zamknęłaś je i objęłaś go za szyję, odwzajemniając pocałunek.

- Czy niewolnicy robią takie rzeczy? - spytał z tryumfem wypisanym na twarzy, gdy się od ciebie odsunął.
- Nie, ale jesteś specjalnym typem niewolnika - uśmiechnęłaś się i przysunęłaś, by wasze usta ponownie się złączyły. Uśmiechnął się i zaniósł cię do sypialni, zamykając drzwi kopniakiem.



piątek, 7 lutego 2014

"Zmiana"


Pierwsze zamówienie dla Park Ji Yong! Dziękujemy za zamówienie i mamy nadzieję, że pojawi się ich więcej.

Gwiazda: Hoya (Infinite)
Tytuł: Zmiana
Oryginalny tytuł: Change
Autor: Admin Kelc
Link do oryginału: KILK
Tłumaczka: Fuko
Korekta: Fuko

Przewróciłaś się na plecy i wzięłaś głębokie, wolne oddechy, próbując uspokoić bicie swojego serca. Zamknęłaś oczy i pozwoliłaś swoim ramionom powędrować na boki, zimno drewnianej podłogi ochładzało cię przez twoją cienką warstwę ubrań.

- Dawaj, wstawaj - poczułaś, jak czyjaś stopa dźga cię w bok - zrobiliśmy to tylko dwa razy.
- Daj mi kilka minut - wymruczałaś i zaczęłaś bezmyślnie klepać w ową stopę. Zatrzęsłaś się i otworzyłaś oczy, gdy na twojej twarzy wylądował ręcznik; biały materiał ograniczył twoje pole widzenia.
Powoli ściągnęłaś go z twarzy i usiadłaś, ignorując śmiech chłopca, który teraz siedział obok ciebie.

- Ćwiczyliśmy tylko godzinę, a ty już jesteś padnięta - Hoya zaśmiał się i wziął łyka wody ze swojej butelki - I ty nazywasz siebie główną tancerką?

Wywróciłaś oczami, zanim rzuciłaś ręcznik z powrotem do Hoyi, który z łatwością go złapał.

- Hej, nadal jestem rookie*, wiesz? - wymamrotałaś, opierając łokieć na swoim udzie, a swoją twarz na dłoni - Przepraszam, jeśli się zmęczę, Hoya sunbaenim. - dodałaś z widocznym sarkazmem. 


- To w porządku, hoobae, ciężko pracujesz - poczochrał twoje włosy z łobuzerskim uśmiechem.

Na twojej twarzy pojawił się grymas i strąciłaś jego dłoń, zanim zabrałaś mu butelkę z wodą i długo z niej piłaś.

- Jak widzę nadal kradniesz mi picie - zmrużył oczy i obserwował, jak jego woda ginie w otchłaniach twojego gardła - Chyba niektóre rzeczy nigdy się nie zmienią.
-
Nadal się na mnie gapisz, gdy piję twoje picie. 'Chyba niektóre rzeczy nigdy się nie zmienią' - zaśmiałaś się i kontynuowałaś picie.
Odsunęłaś pustą butelkę od swoich ust i rzuciłaś ją w stronę swoich dwóch toreb, które spoczywały pod przeciwną ścianą.

- Plus - kontynuowałaś ze słodkim uśmiechem - pomyśl o tym jak o zapłacie za te wszystkie babeczki, którymi cię częstowałam podczas lunchu w podstawówce.
- Hej, przynajmniej pozwalałem ci zjeść część z większą ilością polewy - odparł Hoya, zarzucając ręcznik za swoją szyję i położył się z westchnieniem. 

- Um, nie pozwalałeś - spojrzałaś zmieszana na pokój - zawsze musiałam wyrywać ją z twoich grubych łap.

Hoya podniósł głowę z ziemi, by rzucić ci spojrzenie - Moje dłonie nie były takie grube.
- Tak, były - kiwnęłaś głową, próbując stłumić uśmiech, który i tak powoli zaczął pojawiać się na twojej twarzy - Miałeś małe, pulchne rączki, które pasowały do twojego małego, pulchnego żołądka - zagruchałaś.

Myślami cofnęłaś się do okresu, gdy jeszcze nie był Hoyą z Infinite, zanim był idolem, zanim był sławny. Kiedy był tylko Lee Howon'em, chłopcem w okularach, który siedział w trzecim rzędzie, chłopcem który zawsze miał najostrzejsze riposty i cięte docinki, chłopcem który był twoim najlepszym przyjacielem.

- Okej, zgoda, dobrze - głos Hoyi przywołał cię do realiów - Byłem wtedy trochę... większy. Ale już nie jestem. 

Zarumieniłaś się, a Hoya zachichotał, podnosząc swoją koszulkę i ukazując ładnie ukształtowany abs, rezultat godzin spędzonych na tańczeniu i ćwiczeniach siłowych.

Odchrząknęłaś i przeniosłaś swój wzrok na inną część sali do tańca - Chyba niektóre rzeczy, jeśli chodzi o ciebie, zmieniły się od czasu twojego debiutu.
Uśmiech zszedł z twarzy Hoyi; spojrzał na ciebie. Opuścił koszulkę i wrócił na swoje miejsce, obserwując jak bawisz się sznurówkami swoich butów.
Jego oczy w ciszy cię skanowały, oceniając jak zmieniłaś się od swoich czasów trainee do debiutu.

- Mógłbym powiedzieć to samo o tobie - odparł delikatnie, w roztargnieniu przeczesując palcami twojego kucyka.
Twoje włosy były teraz ścięte, wystylizowane i zafarbowane na jasny brąz, kąciki twoich oczu były delikatnie przesunięte ze względu na warstwę eyelinera, którą twój stylista nakładał ci każdego dnia i byłaś nieco chudsza przez treningi oraz stres.
Jednak w oczach Hoyi, nadal byłaś piękna. Zawsze tak sądził i sądziłby tak do końca swojego życia.

Obróciłaś głowę i poczułaś, że stanęło ci serce, gdy zobaczyłaś Hoyę patrzącego na ciebie zakochanymi oczami.
Mrugnęłaś kilka razy i szybko spojrzałaś na zegarek wiszący na ścianie by ukryć rumieniec.

- Oh spójrz, już prawie północ - przełknęłaś ślinę i odchrząknęłaś - lepiej wracajmy do ćwiczeń, jeśli chcemy kiedykolwiek stąd wyjść. Nasz występ jest już za kilka dni.

Stanęłaś na nogi i rześko podeszłaś do wieży stereo, wlepiając wzrok w podłogę. Hoya próbował powstrzymać się od śmiechu i obserwował, jak walczyłaś z urządzeniem. Wstał leniwie, rzucił ręcznik na bok i stanął na środku pokoju,  na wprost ściany z wielkimi lustrami.
Kiedy rozbrzmiało intro piosenki, podeszłaś do Hoyi. Stanęłaś w odpowiedniej pozycji, twarzą do ściany przeciwnej do tej z lustrami, delikatnie kładąc rękę na jego prawym ramieniu.
Hoya spojrzał na ciebie i posłał ci uśmiech, który topił twoje serce; odwzajemniłaś uśmiech.
Obydwoje wzięliście głębokie wdechy i pozwoliliście, by wasze ciała porwała muzyka.


*rookie - wschodząca, nowo 'wyprodukowana' gwiazda