Pierwsze zamówienie dla Park Ji Yong! Dziękujemy za zamówienie i mamy nadzieję, że pojawi się ich więcej.
Gwiazda: Hoya (Infinite)
Tytuł: Zmiana
Oryginalny tytuł: Change
Autor: Admin Kelc
Link do oryginału: KILK
Tłumaczka: Fuko
Korekta: Fuko
Przewróciłaś się na plecy i wzięłaś głębokie, wolne oddechy, próbując uspokoić bicie swojego serca. Zamknęłaś oczy i pozwoliłaś swoim ramionom powędrować na boki, zimno drewnianej podłogi ochładzało cię przez twoją cienką warstwę ubrań.
- Dawaj, wstawaj - poczułaś, jak czyjaś stopa dźga cię w bok - zrobiliśmy to tylko dwa razy.
- Daj mi kilka minut - wymruczałaś i zaczęłaś bezmyślnie klepać w ową stopę. Zatrzęsłaś się i otworzyłaś oczy, gdy na twojej twarzy wylądował ręcznik; biały materiał ograniczył twoje pole widzenia.
Powoli ściągnęłaś go z twarzy i usiadłaś, ignorując śmiech chłopca, który teraz siedział obok ciebie.
- Ćwiczyliśmy tylko godzinę, a ty już jesteś padnięta - Hoya zaśmiał się i wziął łyka wody ze swojej butelki - I ty nazywasz siebie główną tancerką?
Wywróciłaś oczami, zanim rzuciłaś ręcznik z powrotem do Hoyi, który z łatwością go złapał.
- Hej, nadal jestem rookie*, wiesz? - wymamrotałaś, opierając łokieć na swoim udzie, a swoją twarz na dłoni - Przepraszam, jeśli się zmęczę, Hoya sunbaenim. - dodałaś z widocznym sarkazmem.
- To w porządku, hoobae, ciężko pracujesz - poczochrał twoje włosy z łobuzerskim uśmiechem.
Na twojej twarzy pojawił się grymas i strąciłaś jego dłoń, zanim zabrałaś mu butelkę z wodą i długo z niej piłaś.
- Jak widzę nadal kradniesz mi picie - zmrużył oczy i obserwował, jak jego woda ginie w otchłaniach twojego gardła - Chyba niektóre rzeczy nigdy się nie zmienią.
- Nadal się na mnie gapisz, gdy piję twoje picie. 'Chyba niektóre rzeczy nigdy się nie zmienią' - zaśmiałaś się i kontynuowałaś picie.
Odsunęłaś pustą butelkę od swoich ust i rzuciłaś ją w stronę swoich dwóch toreb, które spoczywały pod przeciwną ścianą.
- Plus - kontynuowałaś ze słodkim uśmiechem - pomyśl o tym jak o zapłacie za te wszystkie babeczki, którymi cię częstowałam podczas lunchu w podstawówce.
- Hej, przynajmniej pozwalałem ci zjeść część z większą ilością polewy - odparł Hoya, zarzucając ręcznik za swoją szyję i położył się z westchnieniem.
- Um, nie pozwalałeś - spojrzałaś zmieszana na pokój - zawsze musiałam wyrywać ją z twoich grubych łap.
Hoya podniósł głowę z ziemi, by rzucić ci spojrzenie - Moje dłonie nie były takie grube.
- Tak, były - kiwnęłaś głową, próbując stłumić uśmiech, który i tak powoli zaczął pojawiać się na twojej twarzy - Miałeś małe, pulchne rączki, które pasowały do twojego małego, pulchnego żołądka - zagruchałaś.
Myślami cofnęłaś się do okresu, gdy jeszcze nie był Hoyą z Infinite, zanim był idolem, zanim był sławny. Kiedy był tylko Lee Howon'em, chłopcem w okularach, który siedział w trzecim rzędzie, chłopcem który zawsze miał najostrzejsze riposty i cięte docinki, chłopcem który był twoim najlepszym przyjacielem.
- Okej, zgoda, dobrze - głos Hoyi przywołał cię do realiów - Byłem wtedy trochę... większy. Ale już nie jestem.
Zarumieniłaś się, a Hoya zachichotał, podnosząc swoją koszulkę i ukazując ładnie ukształtowany abs, rezultat godzin spędzonych na tańczeniu i ćwiczeniach siłowych.
Odchrząknęłaś i przeniosłaś swój wzrok na inną część sali do tańca - Chyba niektóre rzeczy, jeśli chodzi o ciebie, zmieniły się od czasu twojego debiutu.
Uśmiech zszedł z twarzy Hoyi; spojrzał na ciebie. Opuścił koszulkę i wrócił na swoje miejsce, obserwując jak bawisz się sznurówkami swoich butów.
Jego oczy w ciszy cię skanowały, oceniając jak zmieniłaś się od swoich czasów trainee do debiutu.
- Mógłbym powiedzieć to samo o tobie - odparł delikatnie, w roztargnieniu przeczesując palcami twojego kucyka.
Twoje włosy były teraz ścięte, wystylizowane i zafarbowane na jasny brąz, kąciki twoich oczu były delikatnie przesunięte ze względu na warstwę eyelinera, którą twój stylista nakładał ci każdego dnia i byłaś nieco chudsza przez treningi oraz stres.
Hoya podniósł głowę z ziemi, by rzucić ci spojrzenie - Moje dłonie nie były takie grube.
- Tak, były - kiwnęłaś głową, próbując stłumić uśmiech, który i tak powoli zaczął pojawiać się na twojej twarzy - Miałeś małe, pulchne rączki, które pasowały do twojego małego, pulchnego żołądka - zagruchałaś.
Myślami cofnęłaś się do okresu, gdy jeszcze nie był Hoyą z Infinite, zanim był idolem, zanim był sławny. Kiedy był tylko Lee Howon'em, chłopcem w okularach, który siedział w trzecim rzędzie, chłopcem który zawsze miał najostrzejsze riposty i cięte docinki, chłopcem który był twoim najlepszym przyjacielem.
- Okej, zgoda, dobrze - głos Hoyi przywołał cię do realiów - Byłem wtedy trochę... większy. Ale już nie jestem.
Zarumieniłaś się, a Hoya zachichotał, podnosząc swoją koszulkę i ukazując ładnie ukształtowany abs, rezultat godzin spędzonych na tańczeniu i ćwiczeniach siłowych.
Odchrząknęłaś i przeniosłaś swój wzrok na inną część sali do tańca - Chyba niektóre rzeczy, jeśli chodzi o ciebie, zmieniły się od czasu twojego debiutu.
Uśmiech zszedł z twarzy Hoyi; spojrzał na ciebie. Opuścił koszulkę i wrócił na swoje miejsce, obserwując jak bawisz się sznurówkami swoich butów.
Jego oczy w ciszy cię skanowały, oceniając jak zmieniłaś się od swoich czasów trainee do debiutu.
- Mógłbym powiedzieć to samo o tobie - odparł delikatnie, w roztargnieniu przeczesując palcami twojego kucyka.
Twoje włosy były teraz ścięte, wystylizowane i zafarbowane na jasny brąz, kąciki twoich oczu były delikatnie przesunięte ze względu na warstwę eyelinera, którą twój stylista nakładał ci każdego dnia i byłaś nieco chudsza przez treningi oraz stres.
Jednak w oczach Hoyi, nadal byłaś piękna. Zawsze tak sądził i sądziłby tak do końca swojego życia.
Obróciłaś głowę i poczułaś, że stanęło ci serce, gdy zobaczyłaś Hoyę patrzącego na ciebie zakochanymi oczami.
Mrugnęłaś kilka razy i szybko spojrzałaś na zegarek wiszący na ścianie by ukryć rumieniec.
- Oh spójrz, już prawie północ - przełknęłaś ślinę i odchrząknęłaś - lepiej wracajmy do ćwiczeń, jeśli chcemy kiedykolwiek stąd wyjść. Nasz występ jest już za kilka dni.
Stanęłaś na nogi i rześko podeszłaś do wieży stereo, wlepiając wzrok w podłogę. Hoya próbował powstrzymać się od śmiechu i obserwował, jak walczyłaś z urządzeniem. Wstał leniwie, rzucił ręcznik na bok i stanął na środku pokoju, na wprost ściany z wielkimi lustrami.
Kiedy rozbrzmiało intro piosenki, podeszłaś do Hoyi. Stanęłaś w odpowiedniej pozycji, twarzą do ściany przeciwnej do tej z lustrami, delikatnie kładąc rękę na jego prawym ramieniu.
Hoya spojrzał na ciebie i posłał ci uśmiech, który topił twoje serce; odwzajemniłaś uśmiech.
Obydwoje wzięliście głębokie wdechy i pozwoliliście, by wasze ciała porwała muzyka.
*rookie - wschodząca, nowo 'wyprodukowana' gwiazda
Obróciłaś głowę i poczułaś, że stanęło ci serce, gdy zobaczyłaś Hoyę patrzącego na ciebie zakochanymi oczami.
Mrugnęłaś kilka razy i szybko spojrzałaś na zegarek wiszący na ścianie by ukryć rumieniec.
- Oh spójrz, już prawie północ - przełknęłaś ślinę i odchrząknęłaś - lepiej wracajmy do ćwiczeń, jeśli chcemy kiedykolwiek stąd wyjść. Nasz występ jest już za kilka dni.
Stanęłaś na nogi i rześko podeszłaś do wieży stereo, wlepiając wzrok w podłogę. Hoya próbował powstrzymać się od śmiechu i obserwował, jak walczyłaś z urządzeniem. Wstał leniwie, rzucił ręcznik na bok i stanął na środku pokoju, na wprost ściany z wielkimi lustrami.
Kiedy rozbrzmiało intro piosenki, podeszłaś do Hoyi. Stanęłaś w odpowiedniej pozycji, twarzą do ściany przeciwnej do tej z lustrami, delikatnie kładąc rękę na jego prawym ramieniu.
Hoya spojrzał na ciebie i posłał ci uśmiech, który topił twoje serce; odwzajemniłaś uśmiech.
Obydwoje wzięliście głębokie wdechy i pozwoliliście, by wasze ciała porwała muzyka.
*rookie - wschodząca, nowo 'wyprodukowana' gwiazda

.jpg)

