czwartek, 3 października 2013

"Miesiączka"


To pierwsze tego typu tłumaczenie na tym blogu, więc byłybyśmy wdzieczne, gdybyście choć słowem się wypowiedzieli, czy chcecie, abyśmy coś takiego tłumaczyły, czy raczej skupiły się na osobnych scenariuszach :3 Enojy~

Gwiazdy: EXO
Tytuł: Miesiączka
Oryginalny tytuł: When You’re On Your Period And You Want Him To Buy You Pads
Autor: Admin Bom & Admin Dara
Link do oryginału: KILK
Tłumaczka: Este
Korekta: Este

Kris:

Kris odwrócił się i posłał Ci powłóczyste spojrzenie.
- Nie - powiedział i skupił swoją uwagę z powrotem na książce.
- Kris - zaprotestowałaś. Zignorował cię, zmuszając do ciągłego powtarzania jego imienia. Odłożył delikatnie książkę na bok i wyszedł.
Wrócił po krótkiej chwili z torbą ze sklepu spożywczego.
- Proszę - powiedział, wręczając Ci torbę.
- Dziękuję? - Nadal nie wiedziałaś jakim cudem udało mu się tak szybko wrócić. Pocałował cię w czoło i wrócił do czytania.


Lay:

Lay gwałtownie się zaczerwienił.
- Chcesz, żebym to zrobił?
Skinęłaś głową.
- Dobrze, w takim razie pójdę z tobą.
Lay skinął głową.
- Tak będzie lepiej, tak myślę.
Oboje poszliście do drogerii, gdzie Lay zwracał szczególną uwagę na to, gdzie się kierujesz i jaki rodzaj kupujesz.
- Myślę, że to stanie się łatwiejsze, gdy będziemy małżeństwem - powiedział Yixing z małym uśmiechem na twarzy.
Zarumieniłaś się.
- Już teraz mówisz o małżeństwie? 
Lay wzruszył ramionami i cię przytulił.
- Nigdy nie wiesz, ____.

Tao:

- ____, chodź ze mną - zaproponował Tao.
- Ale nie chcę - zaprotestowałaś.
- Ale te podpaski są dla ciebie - obstawał przy swoim.
- Ale źle się czuję. Poza tym, nie musisz przechodzić przez to wszystko, więc po prostu idź i weź któreś, dobrze?
- Dobrze - zgodził się i wyszedł z pokoju.
Godzinę później Tao wciąż nie wrócił ze sklepu.
Wyszłaś z pokoju, aby zobaczyć twojego chłopaka, który wciąż się wylegiwał zamiast pójść do sklepu.

Luhan:

Nie musiałaś prosić Luhana, by kupił Ci podpaski. On po prostu wiedział.
- ____, wróciłem ze sklepu! - krzyknął.
Zatoczyłaś się do salonu i zauważyłaś torby ze sklepu. W jednej z nich były podpaski, podczas gdy w innych było zwykłe jedzenie.
- Skąd wiedziałeś, że po-
- Zgadłem - powiedział chłopak z uśmiechem. - Możemy teraz coś zjeść?

Xiumin:

- Dziwnie się na mnie patrzyli - oświadczył Xiumin, trzymając reklamówkę w ręku.
Zaśmiałaś się.
- To raczej niecodziennie, aby chłopak kupował dla swojej dziewczyny podpaski.
- Wciąż czuję się niezbyt komfortowo.
Przytuliłaś go, zabierając od niego reklamówkę.
- W porządku, Baozi, w porządku.

Chen:

- Pójdziesz ze mną? - zapytał Chen.
Pokręciłaś głową.
- Boli mnie, Chen, myślisz, że jestem w stanie przejść trzy kroki?
Spojrzał na ciebie. Leżałaś twarzą w dół na łóżku.
- Raczej nie. W takim razie niedługo wrócę - odpowiedział, czochrając twoje włosy.

Suho:

Od dłużej chwili siedziałaś w łazience, więc Suho stwierdził, że sprawdzi co się dzieje. Podszedł do drzwi i zapukał.
- ____-ah, wszystko w porządku? Jesteś tam dosyć długo.
- Tak, w porządku, umm.
Junmyeon już wiedział o co chodzi.
- Chcesz, żebym poszedł po coś do sklepu?
- Byłoby wspaniale.
Więc Suho poszedł kupić podpaski dla ciebie.

D.O:

Ty i Kyungsoo jedliście śniadanie.
D.O zauważył, że kręcisz się na fotelu i co chwila nerwowo zerkasz w kierunku łazienki, aż w końcu przeprosiłaś go i wyszłaś na chwilę.
Podczas gdy chłopak wciąż się zastanawiał, co się z tobą dzieje, usłyszał twój krzyk dochodzący z łazienki.
- Kyungsoo, możesz coś dla mnie zrobić? Poszedłbyś do sklepu i kupił mi podpaski?
"Och, dlatego zachowywała się tak dziwnie" - pomyślał.
Szybko wyszedł z domu, by pójść po zakupy dla ciebie.

Chanyeol:

Dzisiaj praktycznie cały czas myślałaś o niebieskich migdałach. Chanyeol był zbyt miły, aby Ci to wypomnieć. W końcu wpadł na pewien pomysł. Spojrzał na ciebie.
- ____-ah, masz okres?
W tym momencie kompletnie ucichłaś.
- W takim razie chodźmy kupić, co potrzebujesz.
Objął cię ramieniem i razem udaliście się do najbliższego sklepu.

Baekhyun:

Baekhyun był dzisiaj wyjątkowo gadatliwy.
Wyglądałaś na podłamaną i smutną, więc gdy nie chciałaś z nim rozmawiać, w końcu to zauważył.
- ____-ah, wszystko w porządku? Jesteś chora? Zmęczona?
Tylko potrząsnęłaś głową.
- ____-ah, masz to? Znaczy... to-to?
Skinęłaś głową.
- Potrzebujesz czegoś?
Ponownie tylko skinęłaś głową.
- Dobrze, poczekaj tu, niedługo wrócę.

Kai:

- ____-ah, dobrze się czujesz?
- Pewnie. Po prostu trochę mi słabo i jestem zmęczona.
- Aww, masz miesiączkę?
­- Tak, poszedłbyś kupić dla mnie podpaski?
- MWO?! Żartujesz?! Nie chcę!
- Dobra, jeśli nie chcesz, sama pójdę.
Wstałaś, chcąc zgodnie ze swoją zapowiedzią wyjść, ale Kai pchnął cię z powrotem na kanapę.
- Co? Nigdy. Nigdzie cię nie puszczę. Poczekaj chwilę, ja pójdę, dobrze? Pa!
I wyszedł.

Sehun:

Uczyłaś Sehuna angielskiego.
- Dobra, spróbujmy znowu.
- Cześć, ____-ah. Dobrze się czujesz?
- Cześć. Właśnie niezbyt, umm.
Skuliłaś się z bólu.
- Wybacz, źle zadałem pytanie.
Zaśmiałaś się, lecz nie z pomyłki chłopaka, lecz z jego słodkiej miny w tym momencie.
Sehun nie wiedział o co chodzi, ale przestał mówić po angielsku.
- Chcesz, żebym, hmm, kupił Ci coś?
Byłaś w szoku.
- Skąd wiesz? Ale tak, byłoby, umm.
Teraz to Sehun się zaśmiał. Pocałował cię w policzek i wyszedł do sklepu.

poniedziałek, 23 września 2013

"Wykiwana"


Kajam się, kajam ;; Tak długo nic nie było, ale znowu pokonała mnie złośliwość przedmiotów martwych. Nie przedłużając, zapraszam na scenariusz!

Gwiazda: Kai (EXO)
Tytuł: Wykiwana
Oryginalny tytuł: Tricked
Autor: Admin Kelc
Link do oryginału: KILK
Tłumaczka: Este
Korekta: Fuko

Szłaś korytarzem w zupełnie innym kierunku, niż tłum uczniów, którzy kierowali się do stołówki. Wolałaś zjeść lunch w cieniu drzewa na dziedzińcu, niż w zatłoczonym pomieszczeniu pełnym rozwrzeszczanych uczniów. Kochałaś spokój i ciszę jaka panowała w tym miejscu, gdy uczniowie szli na lunch.

Otworzyłaś drzwi prowadzące na dziedziniec i wzięłaś głęboki wdech, czując świeże powietrze na swojej twarzy. Usiadłaś, jak zazwyczaj, pod drzewem i wyciągnęłaś pudełko z torby. Gdy jadłaś rozglądałaś się dookoła podziwiając piękno szkolnego kampusu oraz tego, jak się zmieniał, gdy był pusty.

Słyszałaś, że ktoś otworzył drzwi, ale nawet się nie obróciłaś, żeby zobaczyć kto to, po prostu to wiedziałaś. Kyungsoo swoim zwyczajem usiadł obok ciebie. Wyciągnęłaś kolejne pudełko z torby i podałaś je bez słowa chłopakowi.

- Dzięki – chłopak uśmiechnął się do ciebie i zaczął jeść posiłek, który dla niego przygotowałaś.

 Tak było od zawsze. Kyungsoo każdego ranka przyjeżdżał po ciebie i odwoził do szkoły, a ty w zamian przygotowywałaś mu codziennie drugie śniadanie. Żadnych słów, żadnych pytań. To tylko pokazywało, jak blisko ze sobą byliście. Kyungsoo był twoim najlepszym przyjacielem, jedynym przyjacielem. Oczywiście rozmawiałaś z ludźmi ze swojej klasy, a nie byłaś z nimi tak blisko jak z Kyungsoo.

Gdy skończyliście w ciszy spożywać swój lunch, usłyszałaś głośne głosy dochodzące z boiska w dalszej części dziedzińca. Odwróciłaś głowę i zobaczyłaś grupę chłopców wbiegających na boisko; jeden z nich trzymał piłkę do gry w football. To był Kim Jongin, bądź Kai, jak większość ludzi go nazywało. Dla ciebie był znany jako miłość twego zycia.

Nigdy nikomu byś tego nie powiedziała, szczególnie Kyungsoo, ale to był jeden z głównych powodów, dla których podczas przerwy obiadowej przesiadywałaś na dziedzińcu. Kochałaś patrzeć jak śmieje się,  grając z przyjaciółmi. Wyglądał wtedy tak beztrosko. Ale kiedy się uśmiechał, twoje serce natychmiast przyspieszało. Obserwowałaś go przez kilka minut, po czym usłyszałaś, że twój przyjaciel wstał.

- Dołączę do nich, dziękuję za lunch, ____-ah - powiedział, czochrając twoje włosy.

Skinęłaś głową, patrząc jak chłopak biegnie w stronę kolegów, by do nich dołączyć.

Och, no tak, Kyungsoo należął do paczki przyjaciół Kai'a. Było ich dwunastu i byli prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalnymi uczniami w kampusie. W sumie, Kyungsoo już należał do tej paczki, gdy zaczęliście się przyjaźnić. Przedstawił cię im podczas drugiego roku studiów. To był pierwszy raz, gdy Kai się do ciebie odezwał, ale byłaś zbyt zdenerwowana, żeby cokolwiek powiedzieć. Twój przyjaciel wiedział, że byłaś zakochana w Kai'u, chociaż nigdy mu tego nie powiedziałaś, po prostu wiedział. Ale nie ważne ile razy przekonywał cię, byś porozmawiała z Jonginem, znajdowałaś jakąś wymówkę i po prostu odchodziłaś.

Prawda była taka, że wiedziałaś, iż nie należysz do grona dziewczyn, z którymi Kai by się umówił. Bowiem umawiał sie zwykle z długowłosymi dziewczynami, które uwielbiały nosić sukienki, obcasy i starały się być wszędzie, gdzie się tylko dało. Podczas gdy ty nigdy nie zapuściłaś włosów poniżej łopatek, czułaś się najlepiej w dżinsach i koszulce, wolałaś trampki, niż męczarnie w szpilkach i byłaś bardzo spokojna. Twój mózg zawsze Ci podpowiadał, że Kai nie umówi się z taką dziewczyną jak ty. Ale w głębi serca marzyłaś, aby pewnego dnia cię zauważył.

Z cichym westchnięciem spakowałaś do torby pudełka po lunchu i ruszyłaś w stronę klasy, chcąc tam być chwilę wcześniej.

~*~*~*~


Kiedy skończyli grać, cała dwunastka ruszyła w stronę budynku, wzdychając, gdy chłodne powietrze uderzyło w ich twarze. Wciąż żartowali i wygłupiali się, idąc korytarzem. Kyungsoo kłócił się z Chenem o to, czy naprawdę zdobył punkt, kończący ten mecz.

- Kyungsoo-hyung - chłopak poczuł jak ktoś go szturchnął w ramię i obrócił się, by zobaczyć Kai'a. - Umm, mogę z tobą porozmawiać?

- Pewnie, co się dzieje? - zapytał, gdy zostali kilka kroków w tyle za grupą głośnych chłopców.

- Przyjaźnisz się z ____, prawda?

- Tak, czemu pytasz?

Kai wbił spojrzenie w ziemię, drapiąc się dłonią po szyi.

- Chciałbym ją zaprosić na randkę i chcę cię zapytać, jak powinienem to zrobić.

Kyungsoo spoglądał na przyjaciela z szokiem wypisanym na twarzy. Nie wiedział, że Kai cię lubi w ten sposób. Jongin zawsze był wobec ciebie trochę nadopiekuńczy i Kyungsoo wiedział, że martwi się o ciebie bardziej, niż o przyjaciółkę, ale nie wiedział, czy chodzi o to, że Kai czuje się w stosunku ciebie niczym starszy brat, czy o to, że lubi cię bardziej, niż przyjaciółkę. Wiedział za to, że lubiłaś Kai'a i nigdy by nie ingerował w twoje szczęście, chociaż czasami zastanawiał się, czy nie powinien mu trochę pomóc. Kyungsoo westchnął.

- Po prostu ją zapytaj. Po prostu i bez żadnych podtekstów. Wiem, że się zgodzi.

- Serio? Skąd? - zapytał Kai, wytrzeszczając oczy.

- Po prostu wiem. Jak powiedziałeś, przyjaźnię się z nią.

- Dobra! Zapytam ją dziś po lekcjach! Dzięki, hyung - Kyungsoo uśmiechnął się, obserwując Kai'a, biegnącego przez korytarz do klasy.

"Więc, ____-ah" pomyślał Kyungsoo, wchodząc do klasy. "W końcu twoje marzenie się spełni."
 
~*~*~*~


Westchnęłaś, stukając ołówkiem o ławkę, gdy usłyszałaś dzwonek kończący lekcje. Podniosłaś się i razem z resztą klasy zaczęłaś pakować swoje rzeczy. Kiedy wyszłaś z klasy wręcz podskoczyłaś zdziwiona, gdy zauważyłaś Kyungsoo stojącego pod drzwiami i czekającego na ciebie.

- Oppa, co tu robisz? Mieliśmy się spotkać koło samochodu - powiedziałaś, podchodząc do niego.

- Prawda, ale przyszedłem po ciebie. Nie chcemy, żebyś zamyśliła się po drodze, prawda?

Wzruszyłaś ramionami i ruszyliście przez korytarz w stronę wyjścia na parking. Mówiłaś o waszych planach na weekend, gdy nagle Kyungsoo zatrzymał się na środku korytarza. Posłałaś mu pytające spojrzenie.

- Chodźmy tędy - powiedział i wskazał prawy odłam korytarza.

- Czemu? Tędy jest szybciej - wskazałaś korytarz przed wami.

- Och, zapomniałem Ci powiedzieć. W czasie obiadu przeparkowałem auto na wschodni parking.

"Wschodni parking?" pomyślałaś. "Dlaczego przeparkował tam auto?"

Nie chcąc sie kłócić, potrząsnęłaś głową i poszłaś za nim. Zatrzymałaś się, gdy zobaczyłaś naprzeciw was Kai'a, który wkładał książki do swojej szafki. Obróciłaś się w stronę Kyungsoo, chcąc go zapytać, czy to jest powód dla którego chciał tędy iść, ale nie było go tam. Obróciłaś się dookoła, ale nigdzie go nie widziałaś. Kai zatrzasnął swoją szafkę i spojrzał na ciebie, zauważając, że stoisz zdezorientowana na środku korytarza.

"Okej, to twoja szansa. Dawaj!" Kai podniósł się na duchu, zanim wykrzyczał twoje imię. Na jego dźwięk spojrzałaś na Kai'a, który podbiegł do ciebie.

- T-tak?

- Hmm, wiem, że to nagle i tak naprawdę mało się znamy, ale byłem ciekaw, czy... - przygryzł swoją wargę, wbijając wzrok w podłogę i drapiąc się dłonią po szyi.

- Byłeś ciekaw, czy...? - zapytałaś nerwowo. Mogłaś wręcz usłyszeć, jak twoje serce zaczyna coraz szybciej bić.

- Byłem ciekaw, czy ty, hmm, chciałabyś pójść ze mną jutro do kina? Obok jest kręgielnia, więc moglibyśmy tam pójść po filmie.

Stałaś zszokowana. Kai zaprosił cie na randkę. Nie mogłaś w to uwierzyć. Kai w końcu cię zauważył. Zmarszczył brwi w geście zmartwienia, gdy nie odpowiedziałaś.

- Jeśli nie chcesz, to w porządku.

Potrząsnęłaś głową.

- Nie, nie! Z chęcią pójdę z tobą do kina!

- Naprawdę? - Zmartwiony wyraz twarzy natychmiast ustąpił uśmiechowi.

Skinęłaś nieśmiało głową, wewnętrznie roztapiając się pod wpływem jego uśmiechu.

- Wspaniale! Ja, hmm, zadzwonię do ciebie wieczorem, żeby ustalić szczegóły?

Znów skinęłaś głową, uśmiechając się promiennie.

- Dobra, super. W takim razie zadzwonię później - uśmiechnął się i obrócił, idąc w drugą stronę.

- Uch, Kai? - zawołałaś.

- Tak? - obrócił głowę w twoją stronę.

- Nie potrzebujesz przypadkiem mojego numeru, żeby do mnie zadzwonić?

- Och, prawda, wybacz!

Zaśmiałaś się, gdy podbiegł do ciebie i wyjął swój telefon, by wziąć od ciebie numer. Po wymianie numerami, patrzyłaś jak znika za rogiem korytarza, podskakując co kilka kroków.

- Cóż, poszło nieźle.

Obróciłaś się, by zobaczyć Kyungsoo, który wyszedł zza rogu, trzymając ręce za plecami.

- Yah! Gdzie ty byłeś?!

- Wiesz, blisko... - powiedział, gdy do niego podeszłaś. - Więc widziałem, jak Kai zaprosił cię na randkę.

Otworzyłaś usta, aby powiedzieć mu, że miał rację, ale zamknęłaś je i zmarszczyłaś brwi.

- Wiedziałeś, że chciał mnie gdzieś zaprosić?

- Może, może nie - Kyungsoo patrzył w niebo, gdy szliście w stronę samochodu. Parsknęłaś, gdy zdałaś sobie sprawę z tego, co się właśnie stało.

- Wykiwałeś mnie! Wiedziałeś, że Kai będzie przy swojej szafce i wiedziałeś, że chciał mnie zaprosić! Dlatego chciałeś tamtędy iść!

Kyungsoo zaśmiał się i objął cie ramieniem.

- Nie powiedziałbym "wykiwałeś", ____-ah, bardziej "podałeś pomocną dłoń".

Potrząsnęłaś głową i zaśmiałaś się, gdy wyszliście ze szkoły, kierując się na parking.
_______________________________________________________________________
Moje spostrzeżenia po pół roku prowadzenia bloga: tłumaczenie to pikuś. Dopieszczanie tekstu kursywami i innymi duperelami trwa dwa razy dłużej, niż sam przekład. Ja tu zasypiam, klikając co chwilę "kursywa" >< Wie ktoś, czy jest na to szybszy sposób...?

wtorek, 13 sierpnia 2013

"Czarujący Książe" 2/5


Oto kolejna część opowiadania z Sehunem - zamówienia dla Shelly! Przy okazji chciałybyśmy podziękować za 30 obserwatorów, to dla nas bardzo ważne! ^-^ No, nie przedłużając - zapraszam do czytania.

Gwiazda: Sehun (EXO)
Tytuł: Czarujący Książe (2/5)
Oryginalny tytuł: Prince Charming
Autor: dreamsthroughthewindow
Link do oryginału: KILK
Tłumaczka: Fuko
Korekta: Fuko

 - Czego ode mnie chcesz?! - minął już miesiąc od wprowadzenia jego planu w życie, a, w jej mniemaniu, jego prześladowania.
- Nayong, pracowałaś zbyt ciężko - Sehun nieśmiało zaoferował torbę wypełnioną obwarzankami. Nayong westchnęła i zniżyła głowę, aby nie dać przyłapać się na rumienieniu. Ale Sehun wiedział. Wiedział o tym bardzo dobrze.
- Sehun! - nazywanie go po imieniu było już dla niej coraz częstszym nawykiem.
 Był to też wzrastający trend dla niego, aby poprawiać ją: "Sehun oppa, Youngie. Mów 'oppa', bo jestem starszy!".A ona za każdym razem odmawia. Odchodzi od niej na chwilę, chowając się między półkami na książki, aby zobaczyć jak dziewczyna powoli otwiera torbę, znajdując cynamonowe obwarzanki z serowym nadzieniem w srodku - jej ulubione.
Dwa miesiące od rozpoczęcia planu, Nayong wypaliła "Sehunnie". Sehun niemal chciał podziękować Bogu tu i teraz.Wszystko miał zaplanowane. Pierwszego dnia piątego miesiąca dał jej obwarzanki razem z filiżanką mokki.

- Fighting, Youngie! - zawołał wesoło swoim uwodzicielskim głosem, siadając koło niej i opierając głowę na stole, obserwując jej ruchy. Była przyzwyczajona do jego gapienia się i już niemal bezmyślnie czochrała jego włosy jedną ręką, a drugą robiła notatki.

Jego oczy zabłysły, gdy wzięła trzeci łyk napoju. Dwadzieścia minut później zasnęła, tak samo jak on - z głową na blacie. Uśmiechnął się szeroko, prostując się. Szybko spakował jej rzeczy do jej torby, zawiesił ją sobie na ramieniu i wślizgnął ręce pod jej nogi i pod plecy, trzymając ją jak do ślubu. Aparat zamrugał trzykrotnie, wywołując na twarzy Sehuna jeszcze szerszy uśmiech. Kopniakiem otworzył drzwi do swojego pokoju i niemal zbyt delikatnie położył ją na swoim łóżku. Westchnął, gdy z roztargnieniem przeczesał swoje włosy, zanim przyłapał się i spojrzał szeroko otwartymi oczami na swoją nieruchomą dłoń. Co on, do jasnej cholery, robi?

Dosyć przerażony, odskoczył przynajmniej trzy stopy od łóżka głęboko śpiącej dziewczyny i wgapiał się w swoją prawą dłoń, czując się nieco zdradzony. "Co do cholery, Oh Sehun?" spytał samego siebie. "O co Ci, do jasnej cholery chodzi?"
Te same zdania zostały wypowiedziane przez dziewczynę, gdy następnego dnia się obudziła, jednak nieco głośniejszym tonem.

- O co, DO JASNEJ CHOLERY, Ci chodzi?!

Zrzuciła śpiącego Sehuna z łóżka, który spadł na ziemię z bezdźwięcznym łomotem, wywołując kolejne nieprzyjemne przekleństwa.

- Co ja tu robię?! - oskarżycielsko wskazała palcem na Sehuna, zanim podniosła kołdrę by sprawdzić, czy jej majtki nadal są na swoim miejscu.
Sehun wywrócił oczami. - Nie zgwałciłem Cię - mruknął, wstajac - zasnęłaś, a ja nie mogłem Cię obudzić aby chronić mój tyłek - skłamał, gdy dziewczyna się na niego gapiła.
- No coś Ty.
- Po co miałbym kłamać? - odparł, wychodząc z sypialni. Zsunęła się z łóżka i poszła za nim.
- Obiecujesz? - spytała niedowierzającym głosem. Sehun musiał ugryźć się w język, aby nie zdradzić jej prawdy i tylko kiwnął głową w milczeniu. Jej mały, szczery uśmiech zbił go z tropu, a ona niemal słodko mruknęła:

- Dziękuję.
- Co powiedziałaś? - spytał, próbując odzyskać równowagę.
- Nic - urwała, powracając do starej siebie.
- Zdaje mi się, że usłyszałem 'dziękuję'~~ - powiedział śpiewnym głosem, z łatwością wymigując się z jej podpuchy, która była niczym riposta. Przyzwyczaił się do jej niebezpiecznego używania wszystkiego, czego się o nim dowie. Teraz to dla niego rutyna.

- Ależ nie ma za co - uśmiechnął się jak kot z Cheshire, zanim otoczył ją swoimi ramionami. Szarpnęła się, ale nie aż tak jak przedtem, westchnęła i poddała się, opierając swoją głowę na jego szerokiej klatce piersiowej. Zaskoczyło go to i w szoku nagle popchnął ją na ziemię. Wywróciła się ze skowytem, a Sehun jedynie się gapił.

- Skurczybyk - mruknęła gdy wstawała.
- Och, Youngie, tak Cię przepraszam! - ocknął się z początkowego szoku i podbiegł do niej, sprawdzając, czy nic jej nie jest. Warknęła, ale pozwoliła mu na to. Nie znajdując nic, wesoło poczochrał jej włosy.
- Wszystko w porządku - wywróciła oczami, co było nawykiem przejętym od niego, i uśmiechnęła się.

Sehun zastanawiał się, czy kiedykolwiek zakończy swój plan i umówi się z nią na randkę, po czym złamie jej serce. Miał nadzieję, że stanie się to jak najszybciej, ponieważ z każdym kolejnym dniem czuł się coraz mniej komfortowo z tą myślą.

***

Owy dzień nadszedł szybciej, niż się spodziewał. Gdy szła ulicą, z Sehunem idącym niewiele za nią i próbującym znaleźć sposób, aby złapać jej dłoń, wylała swoją bubble tea - ze swoją niezdarnością dzieciaka - na dwóch, raczej masywnych, facetów.

- O Boże, przepraszam! - wymamrotała, szukając w swoim plecaku chusteczek.
- Co do cholery?! - wydarł się jeden z nich, zwracając na siebie całą uwagę, wliczając w to roztargnionego Sehuna, który akurat oglądał bombki.
- Przepraszam! - powtórzyła, gdy znalazła pomarszczone chusteczki i zaczęła wycierać plamy. Mężczyzna odepchnął ją, a ona potknęła się, zanim powrócił do niej jej ostry temperament.
- Przeprosiłam. Nie ma powodu, by być agresywnym - odważnie odparła mężczyznom, po czym zaśmiali się bezczelnie.
- Przemoc, mała dziewczynko, to zawsze dobre rozwiązanie - jeden z nich zadrwił jej prosto w twarz.
- Odsuń się ode mnie, brudny bydlaku - Nayoung odwdzięczyła mu się i odepchnęła go. Nie dowierzając, zaśmiał się. Nagle podniósł rękę z zaciśniętą pięścią, gotową do zadania ciosu, nawet wobec dziewczyny. Nayoung cofnęła się i czekała na ból, ale nie poczuła nic, usłyszała jedynie głośny klaps i jeszcze głośniejsze warknięcie.
- Nawet nie waż się dotykać mojej dziewczyny - Oh Sehun nigdy nie wyglądał bardziej przystojnie i czarująco, niż teraz. Z niewyobrażalnie stłuczonymi ustami, oczami koloru jesieni płonącymi złością, usta na kształt warczenia i te sześć wypowiedzianych słów sprawiły, że Nayoung całkowicie mu uwierzyła. Dziewczyny na ulicy piszczały na dźwięk jego słów, i nawet dwóch muskularnych mężczyzn wyglądało na zdziwionych. Jednak zanim ocknęli się z szoku, znikąd za nimi pojawili się mężczyźni w czarnych garniturach, odciągając dryblasów do tyłu.

- Młody paniczu, czy wszystko okej? - jeden z nich zapytał, na co Sehun pokiwał głową, krzywiąc się jednak przez kwitnącego siniaka. Odwołał ochroniarza i obrócił się, oczekując podziekowania przynajmniej w formie przytulenia, ale dziewczyny nie było.

- Nayoung?! - zdrajca pobiegł przed siebie, dopóki nie zauważył jej wybiegającej ze sklepu.
- Tutaj - zawołała pośpiesznie, biegnąc ku niemu, trzymając apteczkę tak, jakby była ze złota. - Ty głupi, głupi Oh Sehun!

Jego reakcja była nieczytelna, obserwował jak jej trzęsące się ręce próbują otworzyć opakowania z bandażami i lekami.

- Co się stało? - spytał.
- Co się stało?! - powtórzyła, powstrzymując dreszcze. W końcu podniosła wzrok, aby ich oczy się spotkały. Ku jego zdziwieniu, były wypełnione łzami.
- Co się stało?! Oh Sehun, mogłeś zostać poważnie ranny! Co sobie myślałeś, wstawiając się za mną?! - zaczęła płakać, niemal zawodząc desperacko.
- Jesteś naszym szkolnym Czarującym Księciem! Ja jestem zwykłą uczennicą. Co powiedzą ludzie, kiedy zobaczą Twoją przystojną twarz tak potłuczoną, Ty idioto!

Zamiast czuć się obrażonym, Sehun poczuł, jak kąciki jego pociętych ust podnoszą się.

- Uśmiechasz się?! - delikatnie walnęła go w tors, a on złapał ją za nadgarstek.
- Nayoung, czemu tak się o mnie martwisz? - spytał, naprawdę zaciekawiony.
- Więc czemu się za mną wstawiłeś? - urwała, niemal histerycznie, delikatnie dotykając kącików jego rany. Biorąc gwałtowny wdech, z jej oczu znowu zaczęły płynąć łzy.
- Ty głupi dupku! - zaczęła wyzywać go, a perfekcyjna twarz Sehuna wykrzywiła się w wyraz zamieszania.
- Kiedy nagle stałem się dupkiem? - spytał się, ale został zignorowny, kiedy dziewczyna niechcący uderzyła go w bandaż. Sehun cofnął się do tyłu z krzykiem. - Yaah!

Jednak ponownie go zignorowała, bezceremonialnie wrzuciła śmieci do kosza i odeszła w tłum ludzi.

- Nayoung! - stęknął, zatrzymując ją ruchem dłoni. Nie zwolniła kroku, dopóki nie złapał ją za ramię i obrócił ją do siebie. Jej zachowanie zaczęło go denerwować.
- Co Ty-
- Sehun, co, jeśli zostaniesz pobity jeszcze bardziej? - przerwała mu - Co, jeśli Twoi ninja-ochroniarze nie pojawią się i nie obronią Twojego tyłka? Co bym zrobiła, gdybyś leżał na ziemi zakrwawiony i pobity? Czy masz jakiekolwiek pojęcie, w co mogłeś się wpakować? Skoro spowodowałam problem, to daj mi się z tym zmierzyć! Nie miałeś żadnego obowiązku, aby się za mną wstawić i się zranić!
- Ale wtedy Ty byś się zraniła - Sehun powiedział to, jakby było to najbardziej usprawiedliwiające go wyjaśnienie. I takie było, przynajmniej dla niego.
- To Cię nie usprawiedliwia! I w ogóle, to co miałeś na myśli mówiąc 'moja dziewczyna'? - Nayoung nie była głupia. Wiedziała, że zakochała się w Czarującym Księciu-playboyu, który prawdopodobnie miał więcej dziewczyn jęczących jego imię w ekstazie niż włosów, które ma na swojej pięknej głowie.

Sehun otworzył i zaraz zamknął usta.

- Moja dziewczyna - powtórzył - Nayoung, zostaniesz moją dziewczyną? To znaczy, pytałem Cię o randkę ze mną od...och...pięciu miesięcy?

Ściany wokół serca Nayoung nareszcie zawaliły się, pozostawiając ją całkowicie wrażliwą.

- Oh Sehun, czy Ty mówisz poważnie?

Nie odpowiedział, tylko objął ją delikatnie i przytulił do siebie mocno. Chłodny Kopciuszek utonął w uroku Czarującego Księcia.
 
***

I tak oto nadeszła faza 'miesiąca miodowego'. Kopciuszek wreszcie uwolnił się od skrywanych emocji i w wyniku tego zostawił za sobą starych znajomych, przylegając mocno do Sehuna i innych szkolnych Książąt. Była zbyt szczęśliwa, by dostrzec zażenowane spojrzenia innych.

Na dodatek Sehun również był szczęśliwy. Nigdy nie był w stanie wytrzymać w związku dłużej niż trzy miesiace, a teraz był siódmy miesiąc z Nayoung i nadal wszystko szło dobrze.

Luhan zabrał go na stronę jednego dnia i syknął:

- Sehun, czy Ty naprawdę dalej ciągniesz swój plan?!

Sehun strząsnął różowe loki z włosów i spojrzał na swojego hyunga.

- Nie rozmawiajmy teraz o tym, hyung.
- Sehun!
- Hyung, proszę! Nie chcę o tym myśleć - i odszedł, przemierzając korytarz i zostawiajac Luhana ogłupiałego i zmieszanego. To było niemożliwe, przynajmniej z osobowością Sehuna, żeby zmienić się tak szybko i drastycznie. Niedługo przekroczy granice, a Luhan nie chciał widzieć tego następstwa. Osobiście doceniał obecność Nayoung. Była dowcipna i serdeczna. Ich związek był strasznie platoniczny. Jednak mimo tych wszystkich czynników, Luhan nie chciał widzieć, jak jego nowa znajoma ma serce roztrzaskane na milion kawałków.

piątek, 2 sierpnia 2013

"Baozi"


Wita was Este z małą niespodzianką. Żadna autorka póki co nie odpisuje :c Fukoś dzielnie tłumaczy "Czarującego Księcia", a ja... nie mam co robić. Więc zapraszam was bardzo gorąco!

Gwiazda: Xiumin (EXO)
Tytuł: Baozi
Oryginalny tytuł: Baozi
Autor: Admin Kelc
Link do oryginału: KILK
Tłumaczka: Este
Korekta: Fuko


Kiedy otworzyłaś drzwi do mieszkania, uderzył cię smakowity zapach, który unosił się w środku. Kiedy zdjęłaś buty, usłyszałaś skwierczenie oleju dochodzące z kuchni. Nie miałaś pojęcia, kto mógł wejść do środka. Będąc tak cicho, jak tylko mogłaś, przeszłaś przez przedpokój na palcach i ukryłaś się za ścianą, która łączyła kuchnię z małą jadalnią.

Uśmiechnęłaś się, kiedy zobaczyłaś Xiumina stojącego przy kuchence, który miał na sobie fartuch chroniący jego ubrania przed ubrudzeniem. Mogłaś zobaczyć jak bardzo był skoncentrowany na gotowaniu, nie zwracał uwagi na nic innego w pomieszczeniu. Kiedy zauważyłaś, że myje jakieś warzywa  obrócony w stronę zlewu, pomyślałaś, że zabawnie by było, gdybyś go wystraszyła. Przyłożyłaś dłoń do ust, by zdusić śmiech i tak cicho, jak to tylko było możliwe, stanęłaś za nim, gdy mył ręce, śpiewając refren "What is love".

- Co robisz? - wyszeptałaś mu do ucha.

Xiumin podskoczył i obrócił się, by zobaczyć, że trzymasz się za brzuch, śmiejąc się tak mocno, że łzy naleciały Ci do oczu.

- To nie było śmieszne!

- Ależ było!

Wkurzony chłopak zdjął fartuch.

- Wróciłem do domu z Chin, po czym stwierdziłem, że będę dobrym chłopakiem i ugotuję Ci jakieś tradycyjne dania, których przepisy poznałem, a co się stało? Moja dziewczyna mnie straszy i jeszcze się ze mnie naśmiewa!

Przygryzłaś wargę, natychmiast przestając się śmiać, kiedy odwrócił się od Ciebie i założył ręce na piersi, prychając niczym małe dziecko. Podeszłaś do niego i objęłaś go w pasie.

- Oppa~, wiesz, że tylko żartowałam - powiedziałaś, opierając policzek na jego ramieniu. - Nie bądź na mnie zły.

Mogłaś doskonale zobaczyć, jak jego złość topnieje. Xiumin odwrócił się w Twoją stronę i westchnął.

- Wiesz, że nie umiem się na Ciebie gniewać.

Zachichotałaś, kiedy złożył szybki pocałunek na Twoim czole.

- Co przygotowałeś? - zapytałaś, patrząc na różne potrawy, jakie ugotował.

- Kilka dań, na które przepisy dostałem od członków. Wiem, że lubisz sprawdzać nowe smaki, więc poćwiczyłem i je przygotowałem.

- Mmmm, wygląda smakowicie - powiedziałaś i podeszłaś do blatu, by lepiej przyjrzeć się potrawom.

- Usiądź, a ja Ci wszystko podam - powiedział Xiumin, wyciągając talerze i układając je na stole.

Usiadłaś na jednym z krzeseł i obserwowałaś, jak nakłada Wam przeróżne potrawy i stawia je na przeciwko Ciebie. Po chwili zajął miejsce obok Ciebie i wytłumaczył, co było w każdej potrawie. Następnie dał Ci skosztować każdego dania, upewniając się, że nie jesz zbyt dużo, żebyś miała miejsce w żołądku na kolejne specjały. Musiał przygotować więcej, niż sześć dań, bo wkrótce byłaś już pełna.

- Czekaj, mam jeszcze jedna potrawę, którą chciałbym, abyś spróbowała - powiedział i podszedł do mikrofalówki.

Szeroki uśmiech wpłynął na Twą twarz, gdy zobaczyłaś go z talerzem bułeczek na parze.

- Odkąd Luhan zaczął mnie nazywać "Baozi", pomyślałem, że mógłbym się nauczyć jak je zrobić - powiedział, drapiąc się po szyi z zakłopotania.

Wzięłaś od niego talerz i ugryzłaś jedną.

- Wow! Są naprawdę dobre! Musisz zrobić ich więcej!

- Zrobiłem kilka więcej i wsadziłem je do lodówki. Możesz je wyciągnąć i wziąć jutro do pracy - powiedział z uśmiechem.

Minseok wziął jedną bułeczkę z talerza i ugryzł ją, obserwując Cię.

- Wiesz, naprawdę przypominasz baozi - powiedziałaś, wpatrując się w nietknięte na talerzu bułeczki.

- O nie, nie Ty - wyjęczał, uderzając czołem o stół.

- Nie, naprawdę! - powiedziałaś. - Jesteś tak samo ciepły, skromny i sycący jak one!

Chłopak zaśmiał się na Twoje porównanie go do chińskiego jedzenia.

- Dziękuję, jagi.

- Nie żartuję!

- Ja też! - Próbował Cię przekonać. - Naprawdę doceniam, że zauważyłaś inne podobieństwo, niż moje pulchne policzki. Widać, ze naprawdę to przemyślałaś.

- Ano - wymamrotałaś, patrząc na swoje dłonie. - To brzmiało lepiej w mojej głowie.

Chińczyk chwycił Twoją twarz w swoje dłonie.

- To było urocze. Dziękuję - powiedział i pocałował Cię w usta.

Uśmiechnęłaś się, odsuwając go od siebie.

- Dobra, co Ty na to, żebyśmy włożyli to jedzenie do pojemnika, zanim się zepsuje? - zapytał, wskazując gestem dłoni na talerze leżące na stole.

Skinęłaś głową, gdy pociągnął Cię za rękę do kuchni, by poszukać jakichś pojemników.